Jak co roku od lat w okresie przesilenia pogodowego zaczyna się…Dr O. ! Niech pan ratuje! Niech pan coś zrobi, żeby ONO nie chorowało!

ono.jpg

ONO często chorują i niby nikogo to nie dziwi, ale wielu rodziców wręcz od pierwszych dni życia ONO chce obsesyjnie wzmacniać ich odporność. Niestety tak się nie da…

Kiedy ONO przychodzi na świat ich układ odporności jest jeszcze niedojrzały– będzie się „kształcił” i „kształtował” przez najbliższe lata. W tym czasie ONO przejdzie średnio ok. 6– 12 infekcji w roku, podobnie jak początkujący pediatrzy 😉 .

Immunolodzy twierdzą wręcz, że zanim ONO dorośnie „powinno” zachorować ok. 50 razy. Większość rodziców nie akceptuje jednak tej prostej prawdy, że chorowanie pomaga w nabywaniu odporności.

Wiadomo, że ONO chorują najczęściej jesienią i wiosną. Katowane suchym i przegrzanym powietrzem i zmęczone nadmiarem zajęć, zafundowanym im często przez ambitnych rodziców, brakiem światła i ruchu stają się dla mikrobów łatwym celem.

U ONO każda z pozoru błaha infekcja wirusowa może być, chociaż nie musi, i zwykle nie jest, początkiem nadkażenia bakteryjnego i cięższej choroby. Zatem teoretycznie żadnej infekcji nie należy lekceważyć, ale też nie ma powodu, by przy każdej wpadać w panikę.

Gdy pojawi się np. katarek należy podjąć środki zaradcze, najlepiej takie, które nie przeszkodzą ONO w nabywaniu odporności. Na początek 6 x OB-, czyli:

1/ OB-serwacja

2/ OB-fite pojenie

3/ OB-niżamy wysoką temperaturę

4/ OB-sesyjnie dbamy o drożność nosa, odpowiednią wilgotność powietrza i temperaturę w pomieszczeniu, w którym przebywa ONO (zwłaszcza sypialni)

5/ OB-mywamy czyli dokonujemy codziennie OB-lucji całego ciała + włosów (prysznic). OB-lucja jest przeciwskazana tylko u OB-łożnie chorych pacjentów 😉

6/ OB-żarstwu, jedzeniu „śmieci”(podawanych „z litości”) i niejedzeniu mówimy nie! Wprowadzamy odpowiednią dietę.

Jakieś propozycje kolejnych OB- ? 😉

Częstym grzechem leczenia klasycznych przeziębień u ONO pozostają nadal antybiotyki. Z jednej strony rodzice nie chcą podawać ONO antybiotyków z obawy przed ubocznymi skutkami ich działania, a z drugiej wywierają presję na lekarzy, „żeby ONO szybciej wyzdrowiało”/ „żebym nie musiał/ musiała brać zwolnienia”. To oczywisty błąd. Większość chorób wieku dziecięcego wywołują wirusy, na które antybiotyki po prostu nie działają. Po każdej takiej nie trafionej kuracji ONO stają się podatniejsze na inne zakażenia i mogą rozwijać grzybicę przewodu pokarmowego, która osłabia je jeszcze bardziej.

Bardzo wiele ONO przez pierwsze lata życia pozostaje pod opieką jednego z rodziców lub dziadków i zwykle mało choruje. Problemy zaczynają się, gdy pociechy idą do przedszkola lub szkoły. Tutaj brutalnie zetkną się nie tylko z przeziębieniami, ale i z poważniejszymi chorobami. Większość zakaźnych chorób przebytych w dzieciństwie uzbraja ONO w ochronne przeciwciała na całe życie.

Każdy rodzic powinien pamiętać, że budowaniu odporności u ONO sprzyja aktywność fizyczna, która hartuje organizm, ubiór stosowny do pogody, zdrowa i urozmaicona dieta oraz sen. ONO potrzebują także…dużo miłości, akceptacji i poczucia bezpieczeństwa.

Jak wspomnieliśmy „na wejściu” jesień i wiosna to prawdziwy sprawdzian wytrzymałości zdrowotnej ONO oraz…psychicznej ich rodziców, dziadków i często także…pracodawców.

Część rodziców dba na wyrost o to, by częste infekcje jego ONO „nie wyczerpały możliwości obronnych jego organizmu” i stosują maniakalnie litrami wszelakie specyfiki wzmacniające zgodnie ze starosłowiańską zasadą „lepiej zapobiegać niż leczyć”.

Na rynku jest multum produktów mniej lub bardziej reklamowanych specyfików wspomagających odporność ONO (i jego rodziców) w okresie przesilenia pór roku i nie tylko. Wiele z nich nie tylko stymuluje odporność, ale poprawia apetyt, zwiększa zapał do nauki i zabawy itd.

Ważne, żeby stosować preparaty, które pomagają spokojnie „dorastać” mechanizmom dziecięcej odporności, nie wyręczając ich w trudnej sztuce obrony.

Spontaniczna, samowolna, dzika, agresywna immunostymulacja nie ma sensu.

Przed podjęciem decyzji o wdrożeniu takiego czy innego preparatu immunostymulującego sugerujemy zasięgnąć opinii lekarza, który dobrze zna ONO i jego kondycję zdrowotną. To co jest dobre dla latorośli sąsiadki czy koleżanki nie musi być optymalnym rozwiązaniem dla Waszego ONO.

Reklamy

O pierwotniaku, który może doprowadzić do zaburzeń psychicznych a nawet…samobójstwa oraz o innym spojrzeniu na DEPRESJĘ….

kot mysz.jpg

 

Przyjęło się uważać, że w ludzkim organizmie Toxoplasma gondii pozostaje w uśpieniu i nie jest szkodliwa. Tymczasem zarówno uczeni z University of Leeds jak i zespół profesor Leny Brundin z Michigan State University odkryli, że pasożyt ten zmieniając gospodarkę neurohormonalną komórek odpowiedzialnych za produkcję dopaminy może wpłynąć na rozwój schizofrenii i choroby dwubiegunowej.

Co gorsza powodując zmiany zapalne w obrębie mózgu może doprowadzić do powstawania niebezpiecznych metabolitów i uszkadzać mózg w sposób skłaniający zakażoną osobę do samobójstwa.

Zdaniem niektórych badaczy już u nienarodzonego dziecka, które zaraziło się toksoplazmozą od matki, pasożyt zaburza tworzenie się nowych połączeń i równowagę biochemiczną w mózgu, co może prowadzić w dorosłym życiu do rozwoju schizofrenii. Możliwe zatem, że korzenie zachorowania na schizofrenię wywołaną przez toksoplazmozę sięgają życia płodowego.

Od lat wiemy także, że toksoplazma może pobudzać do zachowań samobójczych szczury i myszy. Jak do tego dochodzi?

Toksoplazma atakuje mózg gryzonia i wywołuje w nim zmiany neurochemiczne, które wyłączają ośrodki strachu. Pozbawiony instynktu samozachowawczego szczur czy mysz nie boi się drapieżników, żerując spokojnie na łowieckich terenach kotów.

U ludzi toksoplazmoza także nie pozostaje bez wpływu na psychikę i zachowanie. Zdaniem prof. Jaroslava Flegra z Uniwersytetu Karola w Pradze zmiany osobowościowe wywołane przez pierwotniaka są różne w zależności od płci. Chore kobiety stają się bardziej śmiałe i towarzyskie (zachowują się podobnie jak myszy niebojące się kotów). Z kolei mężczyźni pod wpływem zmian wywołanych przez Toxoplasma gondii stają się bardziej agresywni i podejrzliwi.

Najnowsze badania wykazały, że obecność pierwotniaka w organizmie zwiększa ryzyko samobójstwa aż siedmiokrotnie.

Jak wyjaśnia Lena Brundin, z badań nie wynika, że każdy zarażony będzie miał tendencje samobójcze, jednak niektóre osoby mogą być szczególnie podatne na takie zachowania. Przeprowadzając testy wykrywające pasożyta, można by przewidzieć, kto jest szczególnie zagrożony.

Z badań wynika też, że obniżony poziom serotoniny w mózgu może być nie tyle przyczyną, co objawem zaburzeń w jego działaniu. Proces zapalny- taki, jak powodowany przez pasożyta- może powodować zmiany prowadzące do depresji i- w niektórych przypadkach- myśli samobójczych. Być może zwalczając pasożyta da się pomóc przynajmniej niektórym potencjalnym samobójcom.

Testy na obecność Toxoplasma gondii- przeciwciała IgG w surowicy krwi- u bardzo wielu osób wypadają pozytywnie. To najczęściej skutek spożywania niedopieczonego mięsa, źle umytych warzyw i owoców lub kontaktu z kocimi odchodami.

Aby sprawdzić czy mamy do czynienia z toksoplazmozą aktywną czy „uśpioną” należy wykonać nie tylko badanie przeciwciał IgG przeciw toksoplazmozie ale także (przy wyniku dodatnim) awidność ww przeciwciał IgG lub badanie poziomu przeciwciał IgM, względnie test potwierdzający metodą Western Blot.

Lena Brundin zajmująca się od kilkunastu lat związkiem pomiędzy depresją oraz stanami zapalnymi mózgu podkreśla, że w mózgach samobójców oraz osób cierpiących na depresję stwierdza się cechy procesu zapalnego.

Zauważa też, że w leczeniu depresji stosuje się głównie tak zwane selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny, które podnoszą poziom serotoniny w mózgu, co poprawia nastrój ale tylko w przypadku połowy chorych na depresję. Co z drugą połową? 50% to sporo, nie uważacie?

Coraz większa ilość specjalistów podważa dotychczasowe standardy leczenia ( de facto zaleczania) depresji, sugerując, że należy zmienić metody leczenia.

Wielu z nich powołuje się na zależności pomiędzy rolą zaburzonej ciągłości bariery jelitowej, przekładającej się na szczelność bariery krew-mózg (pisaliśmy o tym wielokrotnie), następową aktywacją zapalnej odpowiedzi immunologicznej, alergią pokarmową IgG-zależną (nadwrażliwością typu III) i rozwojem depresji.

Niedowiarków informujemy, że chociaż wzajemne oddziaływanie na siebie alergii i depresji może nie wydawać się oczywiste, to zostało ono już potwierdzone naukowo.

Z przeprowadzonych badań wynika, że alergia nie tyle powoduje depresję, ale na pewno stwarza warunki do jej rozwoju, ponieważ alergicy są dwa razy bardziej podatni na depresję niż osoby zdrowe.

Jeśli do tego dorzucimy występujące powszechnie, zwłaszcza u alergików i u osób zarobaczonych ( a kto nie jest? 😉 ) zaburzenia ciągłości/ szczelności bariery jelitowej i aktywację układu immunologicznego- to otrzymujemy kolejną z naszych ulubionych hipotez tzw. zapalną hipotezę depresji.

Nasi stali czytelnicy wiedzą, że zaburzenie ciągłości bariery jelitowej często bywa konsekwencją lub przyczyną aktywacji zapalnej odpowiedzi immunologicznej z uwolnieniem ww prozapalnych cytokin.

Istnieje ogromna liczba dowodów na kluczową rolę układu immunologicznego i cytokin w zapalnej patogenezie depresji.

Cytokiny powodują zmniejszenie dostępności serotoniny ze zwiększeniem stężenia neurotoksycznych metabolitów tryptofanu, poprzez aktywację 2,3-dioksygenazy indoleaminy (IDO).

Ww toksyczne metabolity tryptofanu powstają także pod wpływem 2,3-dioksygenazy tryptofanu (TDO), aktywowanej pod wpływem kortyzolu, którego stężenie jest często zwiększone w depresji.

Dodatkowo prozapalne cytokiny nasilają neurotransmisję noradrenergiczną i aktywują tzw. oś HPA (hypothalamic-pituitary-adreno cortical axis). Dodatkowo przyczyniają się do oporności receptorów glikokortykoidów.

Mimo, że medycyna głównego nurtu nie uznaje istnienia zespołu jelita przesiękliwego/ przeciekającego (leaky gut syndrome) i jego roli w wielu chorobach przewlekłych, to ostatnio te zastrzeżenia dotyczą jakby bardziej doprecyzowania nazwy niż samego zjawiska.

O jakich chorobach przewlekłych mówimy”? To właśnie wszelakie alergie, zapalne choroby jelit, cukrzyca typu 1, autyzm i depresja (pisaliśmy o tym wielokroć).

Badania wskazują także, że część leki przeciwdepresyjnych działa właśnie poprzez wpływ na zmniejszenie stężenia cytokin prozapalnych.

Co ciekawe istnieje spora grupa substancji o działaniu antyoksydacyjnym, przeciwzapalnym i przeciwalergicznym, która wykazuje działanie przeciwdepresyjne, w tym gdy nie działają klasyczne leki przeciwdepresyjne, względnie poprawiają skuteczność klasycznej farmakoterapii.

Wykrycie bliższych zależności pomiędzy alergią IgG-zależną a depresją może stanowić podstawę dla udoskonalenia schematu terapeutycznego wykorzystującą leki przeciwdziałające stanom zapalnym mózgu.

Są to między innymi leki antyhistaminowe, naltrekson oraz pochodne oleju konopnego.

Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy na koniec nie wspomnieli, że zawsze warto poszukać także „zakaźnych” przyczyn depresji. Wyniki badań mogą być dla co poniektórych 😉 zaskakujące.

Tak jak w przypadku chorób neurodegeneracyjnych i zespołów neuropsychiatrycznych na tle infekcyjnym i autoimmunologicznym- warto sprawdzić, czy pacjent z depresją nie ma (poza toksoplazmozą) neuroboreliozy, neurocysticerkozy, względnie aktywnego zakażenia Epstein-Barr-virus (EBV) lub Cytomegalia virus (CMV). W przypadku dzieci warto dodatkowo rozważyć PANDAS i PITAND.

Przypominamy, że poza wyżej wymienionymi, przyczynami stymulującymi rozwój chorób autoimmunologicznych, w tym teoretycznie także w obrębie mózgu, mogą być zakażenia: Helicobacter pylori, gronkowce, riketsje, gorączka Q, chlamydia pneumoniae, chlamydia trachomatis, mycoplasma pneumoniae, HTLV-1, opryszczka 1,2, i 6, wirusy różyczki i odry, wirus Cocksackie B, Parwowirus B-19, wirus grypy i wirus HIV. Niektóry włączają do tego jakże doborowego towarzystwa jeszcze drożdżaki candida.

Warto pamiętać o modyfikacji diety, wdrożeniu protokołów uszczelniających barierę jelitową (a zarazem barierę krew-mózg) oraz suplementacji: vit.D3+ K2, selen, cynk, mangan, vit.C, EPA (kwas eikozapentaenowy), DHA (kwas dokozaheksaenowy) i GLA (kwas gamma-linolenowy).

W części przypadków bardzo pomocne są: wyciąg z grzybów Reishi, biokurkumina, mastyks („Łzy Chios”), DGL (lukrecja), kwercetyna, tran, karnozyna i berberyna.

Warszawska gleba pełna jest jaj glist psich i kocich. Wnosimy je do domów „z kupami”na butach, rolkach, kółkach wózków, hulajnog i rowerów lub na dziecięcych zabawkach…

 

pies

Jaja znajdują się właściwie wszędzie- na placach zabaw, w piaskownicach lub przydomowym skwerku. Potrafią czekać w ziemi na swojego żywiciela nawet 10 lat. Jeśli trafią do naszego organizmu, mogą dostać się do oka, trzewi, a nawet mózgu i wywołać jedną z groźniejszych chorób pasożytniczych- toksokarozę.

Najbardziej narażone są dzieci. To one najczęściej bawią się na ziemi i spędzają czas w piaskownicy. Do zakażenia tą chorobą przyczynia się również brak nawyku mycia rąk. Często ie pilnują tego nawet sami rodzice.

Kolejne wyniki analizy warszawskiej gleby pod kątem obecności jaj toxocary (glisty psiej lub kociej) i włosogłówki psiej, pobieranych z warszawskich skwerków, parków, a także osiedlowych alejek dają tradycyjnie przerażające rezultaty.

W próbkach ze wszystkich dzielnic znaleziono pasożyty groźne dla zdrowia człowieka. Najgorzej było na Woli, gdzie odkryto je w ponad 50% próbek gleby. Na Ochocie było to 25%. Bemowo i Żoliborz miały „tylko” po 20%. Znajdowano jaja larw zarówno glisty psiej, jak i włosogłówki. To pasożyty, które cechuje bardzo duża żywotność. W środowisku naturalnym jaja wraz z larwami glist mogą przeżyć wiele lat. Tyle samo niestety w organizmie zarażonego człowieka.

Czy wiecie, że w grupie ludzi najbardziej narażonych na obecność groźnych dla zdrowia odzwierzęcych nicieni tj. wśród myśliwych- właścicieli psów, hodowców psów i pracowników schronisk, podobno nawet 20% osób jest zarażonych glistą psią.

Nasz znajomy lekarz weterynarii, pracownik naukowy Zakładu Parazytologii Państwowego Zakładu Higieny/ Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego- Dr Dawid Jańczak– idzie nawet dalej- uważa, że do 20% mieszkańców Warszawy może być zarażonych glistą psią. Wydaje się to mało prawdopodobne…ale skoro ekspert tak twierdzi…

Szkopuł w tym, że w Polsce w ogóle nie robi się rutynowych badań na obecność toksokarozy. Inwazję pasożyta diagnozuje się dopiero, gdy pojawiają się objawy kliniczne. Bywa, że jest to zbyt późno aby uratować np. wzrok.

Prawda jest taka, że Warszawa nie jest w żaden sposób przygotowana na obecność takiej liczby psów, jaka tu mieszka. Na podstawie danych z powiatowego inspektoratu weterynarii wiemy, że w Warszawie jest „zameldowanych oficjalnie” ok. 150 000 psów. A ile przebywa w stolicy „bez meldunku”?

Pamiętajcie, że jednorazowo dawka preparatu na odrobaczenie może nie zabijać jaj pasożytów. Nie zabija też wszystkich pasożytów jelitowych, takich jak choćby giardia lamblia.

Najprostszą i skuteczną metodą ochrony ludzi i zwierząt przed pasożytami jest sprzątanie po swoim pupilu, mycie łap i pyska po powrocie do domu, walka ze zjadaniem i tarzaniem się w odchodach innych psów przez naszego pupila, regularne odrobaczanie ( 4 razy w roku) oraz regularne badania kału naszych czworonogów w kierunku pasożytów, których standardowe „odrobaczania” zwykle nie obejmują. Nie ma lepszych sposobów.

W stolicy mamy około 300 psich stacji oraz wiele specjalnych koszy na odchody, w których powinniśmy znaleźć też psie torebki. Większość z nich znajduje się przy skwerach i zieleńcach, a pozostałe w parkach. Ale to kropla w morzu potrzeb. Do tego nie wszyscy właściciele psów z nich korzystają. Jak to wygląda w praktyce, widzimy na co dzień, na warszawskich ulicach.

Tym niemniej dzięki różnym akcjom edukacyjnym jest trochę lepiej niż kiedyś. Kilkanaście lat temu, podczas podobnych badań niektóre próbki zawierały ponad 70% pasożytów. Co nie zmienia faktu, że wciąż narażeni jesteśmy na niebezpieczeństwo.

„Koronne argumenty”, nie przykładających się zbytnio do odrobaczania swoich pupili właścicieli psów, że „jakoś mi ani moim dzieciom nic się nie dzieje” jakoś na mnie nie działały i nie działają. Za długo siedzę w tym temacie. Toksokara potrafi przebywać w organizmie człowieka wiele lat. I tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakuje i kiedy Wy lub Wasze dziecko obudzicie się pewnego dnia niedowidząc „przez larwę w oku”.

O ryzyku związanym z leczeniem zakażeń pasożytami ziołami i Herxie przy wybijaniu robali.

hom

Słowiańska naiwność nie dopuszcza myśli, że zioła mogą być szkodliwe. A jednak mogą! Rośliny trujące zwykle można rozpoznać po nieprzyjemnym zapachu lub ostrym, piekącym smaku, dlatego zwierzęta na ogół instynktownie omijają je szerokim łukiem. Ludzie nie zawsze…

Znamy takich którzy w poczuciu absolutnej bezkarności, obsesyjnie nie tylko konsumują sami, ale na domiar złego często „koksują” także swoje latorośla wszelakimi ziołami, w różnych postaciach, między innymi dlatego, że „chemia jest be”, a ziółka są w 100% bezpieczne.

Wielu zakłada nawet w swej naiwności, że bez komplikacji pozbędą się w ten sposób na przykład…pasożytów. Nie myślą o tym, że zioła to substancje biologicznie (bardzo) czynne! Że mogą wchodzić w interreakcje ze stosowanymi lekami. Nie będziemy ich na siłę przekonywać, że w przypadku robali ( i nie tylko…) nie tędy droga, ale chcemy, żeby poznali także drugą stronę medalu.

Unum. Piołun, podstawowy składnik preparatów przeciw robalom. Czy wiecie, że większość malarzy impresjonistów raczących się absyntem (piołunówką) miało problemy z nerkami, do niewydolności włącznie. Czy wiecie, że wielu z nich umarło z tego powodu? Czy wiecie, że w wielu krajach sprzedaż absyntu jest zakazana, a przecież wszelakie preparaty „na robaki” zawierają znacznie więcej piołunu niż absynt? Podobnie jest z omanem, wrotyczem itd… Ale to tylko jeden aspekt związany z leczeniem zakażeń pasożytniczych ziołami.

Duo. Widzieliśmy mnóstwo reakcji alergicznych, do wstrząsu anafilaktycznego włącznie po wszelakich preparatach ziołowych. Winowajca? Najczęściej orzech- jeden z podstawowych składników tego typu preparatów, jedna z najczęściej alergizujących substancji. Pamiętajcie o tym zanim „strzelicie sobie” lub potraktujecie ziółkami Wasze (zwłaszcza „alergiczne”) latorośle. Nie mylcie alergii na orzech z Herxem- czytajcie dalej…

Tres. Skoncentrujmy się i prześledźmy jeszcze sytuację na następującym, fikcyjnym (?) przykładzie. Niewiasta niezbyt zadowolona ze swojej masy ciała, poszperała w sieci i jedzie do Meksyku na wakacje. Tam w „profesjonalnej klinice” zjada praktycznie surowy stek z inwazyjnymi postaciami tasiemca tzw, wągrami (inaczej cysticerkusami). W normalnych warunkach larwy zagnieżdżają się, dojrzewają i mieszkają jako tasiemiec w przewodzie pokarmowym. Sytuacja ma się zgoła inaczej gdy w przewodzie pokarmowym warunki nie są korzystne dla rozwoju larw np. kobieta przyjmuje jakieś ziołowe lub chemiczne środki np. przeczyszczające, których wybitnie „nie lubią” larwy. Nie chcąc stracić cennego żywiciela, a jednocześnie będąc nękane w jelitach, larwy przenikają przez ścianę jelita i przemieszczają się poza ich obręb. Wędrując do wątroby i płuc mogą powodować poważne problemy zdrowotne. Najgorsze jest jednak to, że larwy mają także zdolność przekraczania bariery krew-mózg. Niektóre dostają się więc aż do tkanek mózgowych. W mózgu ofiary larwy przemieszczają się i coraz bardziej uciskają na okoliczne komórki nerwowe. Efektem tych wędrówek mogą być ataki drgawek podobne do padaczki, okropne bóle głowy, uczucie dezorientacji i dekoncentracji. Zdarza się, że larwy powodują trudności w utrzymaniu równowagi. Dolegliwości i zmiany zachowania utrzymują się przez wiele lat od zakażenia. Często pojawiają się dopiero wtedy, kiedy larwy umierają.

Na szczęście (?) jedynie w 50% przypadków neurocysticerkoza jest objawowa, ale czy chcielibyście pomimo „bezobjawowości”, przypadkowo dowiedzieć się, wykonując np. rezonans magnetyczny lub tomografię komputerową, że macie „robale” w mózgu i żyć z tą świadomością? Pomyślicie, oj tam, oj tam, w końcu tasiemczycę ma tylko 1 na 15 Polaków, dlaczego to miałbym być ja?

Quattuor. Przypominamy, że zdecydowana większość leków chemicznych przeciw pasożytom „działa dobrze” jedynie w obrębie przewodu pokarmowego. Leczyć zakażenia pasożytami jelitowymi poza jelitami jest trudno. W obrębie mózgu jest to praktycznie niemożliwe, ponieważ żaden z powszechnie znanych i stosowanych leków nie przekracza bariery krew mózg! Zrozumieliście? Jeśli wypędzicie preparatami ziołowymi robale poza przewód pokarmowy ( znamy, oj znamy sporo takich przypadków) to może być mało ciekawie.

Jak widać leczenie preparatami ziołowymi może sprzyjać powstaniu poważnego zagrożenia dla zdrowia i życia, dlatego nie jestem entuzjastą leczenia zakażeń pasożytami jelitowymi jedynie preparatami ziołowymi. Chętnie wykorzystuję je natomiast pomiędzy cyklami „chemii” ( np. z zapperem) i wraz po leczeniu „chemią” razem z odpowiednią dietą, synbiotykami i suplementami w profilaktyce czyli zapobieganiu, a w zasadzie próbach zmniejszenia ryzyka zakażenia pasożytami.

Quinque. Czy wiecie w jakim stopniu wchłaniają się powszechnie znane „chemiczne” leki przeciw pasożytom tj. mebendazol (Vermox), albendazol (Zentel) i pyrantelum (Pyrantel)? Od 0,5 do max 5%, średnio 1-1,5%. Jak zatem wytłumaczyć negatywne konotacje z nimi związane i ich powszechnie znany, mityczny, silnie toksyczny wpływ na wątrobę, szpik, trzustkę, nerki serce etc.? Czy ktoś celowo nie demonizuje tych leków? Czy komuś nie zależy, żeby pacjenci bali się odrobaczać i przewlekle chorowali? Wszak na budowaniu fobii wobec tych leków i leczeniu objawów związanych z zakażeniami pasożytami „pożywią się” liczne gałęzie Big Pharmy np. alergologiczna, dermatologiczna, pulmonologiczna, gastrologiczna, ginekologiczna, hematologiczna, endokrynologiczna, immunologiczna, psychiatryczna…Przemyślcie to…

Sex (po łacinie sześć 😉 ). W charakterystyce leczniczej Zentelu stoi jak byk napisane, że lek może wywołać straszliwe objawy spowodowane przez obumieranie pasożytów znajdujących się w mózgu. Przepraszam bardzo, ale od kiedy to bardzo marnie wchłaniający się Zentel przekracza barierę krew-mózg?! A nawet gdyby, to jak Zentel miałby przeniknąć do otorbionych larw tasiemca w mózgu? Piszący charakterystykę leczniczą Zentelu za bardzo „popłynęli”, zasada CHSD ( chroń swoją d…) wzięła górę, nie tylko nad faktami i zdrowym rozsądkiem, ale także (o dziwo) nad instynktem kupieckim…A może my czegoś nie wiemy, co ONI wiedzą?…

Co ciekawe, opisywane w charakterystyce leku objawy, mające świadczyć o obumieraniu pasożytów w mózgu to między innymi: bóle głowy, nudności, wymioty i przejściowe zaburzenia widzenia. Zastanawiam się dlaczego producent straszy pacjentów od razu robalami w mózgu? Przecież to klasyczne objawy- typowe dla zespołu Jarischa- Herxheimera- Łukasiewicza lub prościej Herxa, która zachodzi, kiedy z zabitych lekiem pasożytów zostają wydzielone toksyny, które wchłaniają się do krwi i są stopniowo wydalane przez wątrobę lub nerki.

Objawy reakcji typu Herx pojawiają się, gdy wątroba i nerki nie nadążają z wydalaniem toksyn. Może to być gorączka, bóle głowy, dreszcze, bóle mięśniowe i kostne, obfite poty, wahania ciśnienia tętniczego i pulsu, świąd, nudności i wymioty oraz wysypki skórne.

Zalecamy jednak zachować spokój. Przeleczyliśmy tysiące ludzi i z doświadczenia wiemy, że Herx w przypadku leczenia zakażeń pasożytami występuje relatywnie rzadko, nie trwa zazwyczaj dłużej niż 24- 36 godzin i jest na ogół łagodny i niegroźny, chyba, że u pacjentów istnieją jakieś inne ciężkie schorzenia.

Objawy można łagodzić ( lub zapobiegać im) poprzez obfite pojenie, przyjmowanie preparatów przeciwalergicznych, preparatów wapnia, preparatów typu hydrożel kwasu metylokrzemowego, ziemia okrzemkowa, lewatywami, hydrocolonoterapią, lekami przeczyszczającymi. Skuteczna w zapobieganiu Herxowi może być też chlorella i kolcorośl (sarsaparyla/ Smilax).

Ale uwaga!, część ww preparatów może wiązać nie tylko toksyny, ale także leki, a pozostałe preparaty i procedury poprzez przyśpieszenie perystaltyki, przyśpieszają nie tylko wydalanie toksyn, ale także leków z organizmu, co może wpływać znacząco na skuteczność terapii. Wyważenie proporcji i opracowanie strategii jest dość trudne i baaardzo indywidualne.

Z doświadczenia wiemy, że wystąpienie reakcji Jarischa-Herxheimera-Łukasiewicza u pacjentów leczonych w kierunku zakażenia pasożytami, częstokroć prowadzi do błędnego rozpoznania, przez lekarzy nie zaznajomionych z tematem, objawów ubocznych stosowanego leku lub alergii na lek, a przecież jest to po prostu klasyczny efekt uboczny leczenia, nie samego leku.

Temat jest z cyklu kontrowersyjnych i nasz punkt widzenia z pewnością nie jest zgodny z punktem widzenia ortodoksyjnych hurra entuzjastów ziołolecznictwa. Tym bardziej prosimy serdecznie o komentarze.

O przyczynach niepłodności i poronień okiem Dr O.

lego dziecko
Zapewne już zastanawiacie się, dlaczego Dr O., pediatra zajmujący się leczeniem chorób odkleszczowych i pasożytniczych pisze o przyczynach niepłodności i poronień? Przeczytajcie, zrozumiecie.

Przyczyny niepłodności i poronień są rozmaite, często niemożliwe do stwierdzenia. Czy wiecie, że bardzo duża ilość ludzkich ciąż, prawdopodobnie więcej niż połowa, licząc od zapłodnienia, zostaje poroniona samoistnie ze względu na błędy w zagnieżdżaniu czy defekty płodu?

Najczęstszym powodem poronień są zmiany patologiczne zarodka. Są one związane z wadliwą budową komórki jajowej lub plemnika lub nieprawidłowymi podziałami po zapłodnieniu.

Innymi przyczynami są wady rozwojowe płodu, wady pępowiny bądź kosmówki.

Poronienie może nastąpić, gdy niewydolne jest ciałko żółte wytwarzające hormony niezbędne do podtrzymania ciąży.

Również zmiany w samej macicy mogą być przyczyna poronień. Należą do nich: nieprawidłowe położenie macicy, mięśniaki, niedorozwój macicy, wady rozwojowe.

Współistniejące choroby matki, takie jak cukrzyca, choroby tarczycy i nerek mogą wpływać na niemożność utrzymania ciąży.

Szkodliwy wpływ na zarodek mają także podstępne, często skąpo objawowe choroby wywoływane przez różne czynniki zakaźne.

1/ choroby pasożytnicze: toksokaroza, toksoplazmoza, rzęsistkowica oraz liczne choroby powodowane przez przywry- fascjoloza, dikrocelioza, fasciolopsoza, schistosomatoza, paragonimoza, klonorchoza i opistorchoza. Przy okazji przypominamy, że obecność przywr w drogach żółciowych, pęcherzyku żółciowym, jelicie grubym, pęcherzu moczowym, macicy i jajnikach jest znaczącą przyczyną zachorowań na różne przewlekłe choroby (np. endometrioza) a także nowotwory tych narządów. Warto mieć to na uwadze…

2/ choroby wirusowe: różyczka, świnka, odra, opryszczka, ospa wietrzna, cytomegalia, grypa, paragrypa a także choroby wywoływane przez powszechnie niedocenianego a bardzo groźnego dla płodu Parwowirusa B19: wysypka zakaźna (nazywaną wysypką dziecięcą), rumień zakaźny, niedokrwistość, atropatia, małopłytkowość oraz leukopenia.

3/ choroby bakteryjne: borelioza, kiła, brucelloza, listerioza, chlamydioza (trachomatis), chlamydioza (pneumoniae), mycoplazmoza (pneumoniae),choroby wywoływane przez enterobacteriacae.

Czynniki psychiczne, takie jak stres, uraz psychiczny, przemęczenie, także mogą wpływać niekorzystnie, ale rzadko kiedy same są bezpośrednią przyczyną poronień. Często zaś w kombinacji z pozostałymi ww czynnikami.

W przypadkach większości ww chorób pasożytniczych, wirusowych i bakteryjnych, z przyczyn oczywistych, nie pomogą nawet dziesiątki in vitro. A jak się może skończyć obsesyjne podtrzymywanie przy życiu zarodka i płodu przy ww infekcjach i infestacjach wolę nie pisać….
Po powyższej lekturze, chyba nie zabrzmi już tak zaskakująco, że spojrzenie na sprawę nieco szerzej niż jedynie ginekologicznie i internistycznie oraz pogłębienie diagnostyki i wdrożenie właściwego leczenia może stanowić iskrę nadziei w życiu wielu „niepłodnych” par. Kilkudziesięciu znanym nam parom „udało się”…

Co może mieć wspólnego autyzm, choroba Aspergera, ADHD czy ADD z boreliozą, toksokarozą, glistnicą, toksoplazmozą, bąblowicą mózgu i neurocysticerkozą?

 

darth mnie zabije

Z naszych obserwacji wynika, że wiele przypadków dzieci i dorosłych zdiagnozowanych jako autyzm, choroba Aspergera, ADHD czy ADD etc. może mieć nie tylko zespoły PANDAS czy PITAND, drożdzycę uogólnioną, neurotoksokarozę i neurocysticerkozę ( choroby wywołane przez wędrówkę i inwazję larw larw psich lub kocich oraz larw tasiemca uzbrojonego), glistnicę, bąblowicę mózgu, ale także wrodzoną neuroboreliozę.

Przypominamy też, że sama wrodzona toksoplazmoza może prowadzić już do rozwoju schizofrenii i choroby dwubiegunowej, których wstępne etapy mogą być mylone z innymi zespołami.

Diagnostyka różnicowa jest trudna i kosztowna, ale najgorsze jest to, że jedno drugiego nie wyklucza a i objawy są bardzo podobne.

Podejrzewamy, że część z ww chorób może być mechanizmem spustowym u dzieci podatnych na rozwój ww zaburzeń, w których istotną rolę odgrywa funkcjonowanie mózgu.

Nie dajmy się zwariować, nie każdego człowieka z ww zespołami należy od razu podejrzewać że ma PANDAS, PITAND czy „robale w mózgu”. Ale z neuroboreliozą jest już inaczej. Dlaczego? Podejrzewamy, że neuroborelioza ( w tym wrodzona) podobnie jak borelioza, to znacznie częstsza choroba niż nam się wydaje. Wiele przypadków stwardnienia rozsianego to neuroborelioza.

Przeszkodą jest powszechne postrzeganie problemu. Ludzie wierzą, że aby rozwinąć boreliozę muszą być ugryzieni przez kleszcza. O komarach, gzach, zarażaniu się przez stosunek płciowy i zarażaniu płodu przez ciężarną matkę mało kto mówi. Ludzie nadal wierzą, że jeśli nie widzieli kleszcza, lub po ukąszeniu nie wystąpił charakterystyczny rumień- to nie ma problemu. Mało kto wykonuje badania krwi po ukąszeniu. Jeszcze mniejsza ilość ludzi wysyła kleszcze do badania lub stosuje profilaktyczną antybiotykoterapię. Dziwi to o tyle, że wielu ludzi stosuje antybiotyki na byle katarek a jednocześnie wzdryga się przed zastosowaniem antybiotyków jako prewencji chorób odkleszczowych, które nie wychwycone w porę są nieuleczalne. Nigdy nie zrozumieliśmy tego mechanizmu, podobnie jak sytuacji, kiedy na naszą sugestię, że dziecko może mieć wrodzoną neuroboreliozę, matka reaguje wzruszeniem ramion i komentarzem: Ale mnie nigdy kleszcz nie ugryzł!

Kiedy można i należy myśleć o neuroboreliozie u dziecka ze zdiagnozowanymi ww zespołami? Naszym zdaniem wtedy, kiedy u pacjenta pomimo długiego leczenia, rehabilitacji, diety i suplementacji nie zauważamy poprawy lub co gorsza obserwujemy regres. Wtedy nadzorujący terapię dziecka lekarz lub terapeuta powinien wykonać krok do tyłu, ponownie zebrać wywiady, zbadać pacjenta i zastanowić się jakie badania dodatkowe warto by było wykonać. Wiemy, że jest to trudne. Zaszufladkowanie pacjenta niestety zwykle zarówno determinuje jego dalszy byt w systemie medycznym jak i sposób myślenia lekarzy i terapeutów.

Jeszcze nie tak dawno nikt nie wiązał autyzmu ze szczepieniami, neurotoksynami, drożdżakami, pasożytami, wirusami neurotropowymi etc. Obecnie coraz więcej osób wie, że rozszerzenie diagnostyki i/ lub wdrożenie leczenia w kierunku zakażenia pasożytami, grzybami i wirusami może przynieść dużą poprawę. W chelatacje, detoksykacje, tzw. skuteczne metody usuwanie metali ciężkich i glinu oraz skuteczność mega dawek dożylnie podawanych vit.C i/ lub ozonu jakoś niespecjalnie wierzymy, ale dieta GAPS i tzw. protokół vit.A u niektórych pacjentów działa.

Biorąc pod uwagę hipotetyczną skalę zjawiska, marzeniem byłoby wykonywać diagnostykę w kierunku neuroboreliozy u wszystkich dzieci z całościowymi zaburzeniami rozwoju.

Może w przypadku neuroboreliozy poprawa nie jest szybka i spektakularna, ale warto, wierzcie nam, warto diagnozować i leczyć! Mieliśmy wielu pacjentów u których po wdrożeniu leczenia przyczynowego- celowanego w boreliozę nastąpił duży skok rozwojowy.

Podstawowa diagnostyka neuroboreliozy nie jest bardzo skomplikowana. Zaczynamy zwykle od standardowego Western Blota IgG i IgM u matki i dziecka. W razie wyników dodatnich ( lub jeśli pacjent może sobie pozwolić finansowo na wykonanie badań) zwykle wykonujemy LTT oraz CD 57/ CD3 + NK. Według specjalistów ILADS, LTT to najczulsze i najbardziej swoiste badanie jeśli chodzi o neuroboreliozę u dzieci i dorosłych, zwłaszcza w zestawieniu z CD 57/ CD3 + NK. Wykonywanie badania płynu mózgowo-rdzeniowego wg. standardów ILADS nie ma sensu!

Możecie nas posądzić o paranoję boreliozo- robalowo- grzybiczo- PANDAS-owo- PITANDO-wą, ale przypominamy Wam, że wg. klasyka ( William S. Borroughs): „Paranoja to znajomość wszystkich faktów.” Wszystkich może jeszcze nie znamy, ale ciągle czytamy, uczymy się i staramy się, oj staramy….