O ryzyku związanym z leczeniem zakażeń pasożytami ziołami i Herxie przy wybijaniu robali.

hom

Słowiańska naiwność nie dopuszcza myśli, że zioła mogą być szkodliwe. A jednak mogą! Rośliny trujące zwykle można rozpoznać po nieprzyjemnym zapachu lub ostrym, piekącym smaku, dlatego zwierzęta na ogół instynktownie omijają je szerokim łukiem. Ludzie nie zawsze…

Znamy takich którzy w poczuciu absolutnej bezkarności, obsesyjnie nie tylko konsumują sami, ale na domiar złego często „koksują” także swoje latorośla wszelakimi ziołami, w różnych postaciach, między innymi dlatego, że „chemia jest be”, a ziółka są w 100% bezpieczne.

Wielu zakłada nawet w swej naiwności, że bez komplikacji pozbędą się w ten sposób na przykład…pasożytów. Nie myślą o tym, że zioła to substancje biologicznie (bardzo) czynne! Że mogą wchodzić w interreakcje ze stosowanymi lekami. Nie będziemy ich na siłę przekonywać, że w przypadku robali ( i nie tylko…) nie tędy droga, ale chcemy, żeby poznali także drugą stronę medalu.

Unum. Piołun, podstawowy składnik preparatów przeciw robalom. Czy wiecie, że większość malarzy impresjonistów raczących się absyntem (piołunówką) miało problemy z nerkami, do niewydolności włącznie. Czy wiecie, że wielu z nich umarło z tego powodu? Czy wiecie, że w wielu krajach sprzedaż absyntu jest zakazana, a przecież wszelakie preparaty „na robaki” zawierają znacznie więcej piołunu niż absynt? Podobnie jest z omanem, wrotyczem itd… Ale to tylko jeden aspekt związany z leczeniem zakażeń pasożytniczych ziołami.

Duo. Widzieliśmy mnóstwo reakcji alergicznych, do wstrząsu anafilaktycznego włącznie po wszelakich preparatach ziołowych. Winowajca? Najczęściej orzech- jeden z podstawowych składników tego typu preparatów, jedna z najczęściej alergizujących substancji. Pamiętajcie o tym zanim „strzelicie sobie” lub potraktujecie ziółkami Wasze (zwłaszcza „alergiczne”) latorośle. Nie mylcie alergii na orzech z Herxem- czytajcie dalej…

Tres. Skoncentrujmy się i prześledźmy jeszcze sytuację na następującym, fikcyjnym (?) przykładzie. Niewiasta niezbyt zadowolona ze swojej masy ciała, poszperała w sieci i jedzie do Meksyku na wakacje. Tam w „profesjonalnej klinice” zjada praktycznie surowy stek z inwazyjnymi postaciami tasiemca tzw, wągrami (inaczej cysticerkusami). W normalnych warunkach larwy zagnieżdżają się, dojrzewają i mieszkają jako tasiemiec w przewodzie pokarmowym. Sytuacja ma się zgoła inaczej gdy w przewodzie pokarmowym warunki nie są korzystne dla rozwoju larw np. kobieta przyjmuje jakieś ziołowe lub chemiczne środki np. przeczyszczające, których wybitnie „nie lubią” larwy. Nie chcąc stracić cennego żywiciela, a jednocześnie będąc nękane w jelitach, larwy przenikają przez ścianę jelita i przemieszczają się poza ich obręb. Wędrując do wątroby i płuc mogą powodować poważne problemy zdrowotne. Najgorsze jest jednak to, że larwy mają także zdolność przekraczania bariery krew-mózg. Niektóre dostają się więc aż do tkanek mózgowych. W mózgu ofiary larwy przemieszczają się i coraz bardziej uciskają na okoliczne komórki nerwowe. Efektem tych wędrówek mogą być ataki drgawek podobne do padaczki, okropne bóle głowy, uczucie dezorientacji i dekoncentracji. Zdarza się, że larwy powodują trudności w utrzymaniu równowagi. Dolegliwości i zmiany zachowania utrzymują się przez wiele lat od zakażenia. Często pojawiają się dopiero wtedy, kiedy larwy umierają.

Na szczęście (?) jedynie w 50% przypadków neurocysticerkoza jest objawowa, ale czy chcielibyście pomimo „bezobjawowości”, przypadkowo dowiedzieć się, wykonując np. rezonans magnetyczny lub tomografię komputerową, że macie „robale” w mózgu i żyć z tą świadomością? Pomyślicie, oj tam, oj tam, w końcu tasiemczycę ma tylko 1 na 15 Polaków, dlaczego to miałbym być ja?

Quattuor. Przypominamy, że zdecydowana większość leków chemicznych przeciw pasożytom „działa dobrze” jedynie w obrębie przewodu pokarmowego. Leczyć zakażenia pasożytami jelitowymi poza jelitami jest trudno. W obrębie mózgu jest to praktycznie niemożliwe, ponieważ żaden z powszechnie znanych i stosowanych leków nie przekracza bariery krew mózg! Zrozumieliście? Jeśli wypędzicie preparatami ziołowymi robale poza przewód pokarmowy ( znamy, oj znamy sporo takich przypadków) to może być mało ciekawie.

Jak widać leczenie preparatami ziołowymi może sprzyjać powstaniu poważnego zagrożenia dla zdrowia i życia, dlatego nie jestem entuzjastą leczenia zakażeń pasożytami jelitowymi jedynie preparatami ziołowymi. Chętnie wykorzystuję je natomiast pomiędzy cyklami „chemii” ( np. z zapperem) i wraz po leczeniu „chemią” razem z odpowiednią dietą, synbiotykami i suplementami w profilaktyce czyli zapobieganiu, a w zasadzie próbach zmniejszenia ryzyka zakażenia pasożytami.

Quinque. Czy wiecie w jakim stopniu wchłaniają się powszechnie znane „chemiczne” leki przeciw pasożytom tj. mebendazol (Vermox), albendazol (Zentel) i pyrantelum (Pyrantel)? Od 0,5 do max 5%, średnio 1-1,5%. Jak zatem wytłumaczyć negatywne konotacje z nimi związane i ich powszechnie znany, mityczny, silnie toksyczny wpływ na wątrobę, szpik, trzustkę, nerki serce etc.? Czy ktoś celowo nie demonizuje tych leków? Czy komuś nie zależy, żeby pacjenci bali się odrobaczać i przewlekle chorowali? Wszak na budowaniu fobii wobec tych leków i leczeniu objawów związanych z zakażeniami pasożytami „pożywią się” liczne gałęzie Big Pharmy np. alergologiczna, dermatologiczna, pulmonologiczna, gastrologiczna, ginekologiczna, hematologiczna, endokrynologiczna, immunologiczna, psychiatryczna…Przemyślcie to…

Sex (po łacinie sześć 😉 ). W charakterystyce leczniczej Zentelu stoi jak byk napisane, że lek może wywołać straszliwe objawy spowodowane przez obumieranie pasożytów znajdujących się w mózgu. Przepraszam bardzo, ale od kiedy to bardzo marnie wchłaniający się Zentel przekracza barierę krew-mózg?! A nawet gdyby, to jak Zentel miałby przeniknąć do otorbionych larw tasiemca w mózgu? Piszący charakterystykę leczniczą Zentelu za bardzo „popłynęli”, zasada CHSD ( chroń swoją d…) wzięła górę, nie tylko nad faktami i zdrowym rozsądkiem, ale także (o dziwo) nad instynktem kupieckim…A może my czegoś nie wiemy, co ONI wiedzą?…

Co ciekawe, opisywane w charakterystyce leku objawy, mające świadczyć o obumieraniu pasożytów w mózgu to między innymi: bóle głowy, nudności, wymioty i przejściowe zaburzenia widzenia. Zastanawiam się dlaczego producent straszy pacjentów od razu robalami w mózgu? Przecież to klasyczne objawy- typowe dla zespołu Jarischa- Herxheimera- Łukasiewicza lub prościej Herxa, która zachodzi, kiedy z zabitych lekiem pasożytów zostają wydzielone toksyny, które wchłaniają się do krwi i są stopniowo wydalane przez wątrobę lub nerki.

Objawy reakcji typu Herx pojawiają się, gdy wątroba i nerki nie nadążają z wydalaniem toksyn. Może to być gorączka, bóle głowy, dreszcze, bóle mięśniowe i kostne, obfite poty, wahania ciśnienia tętniczego i pulsu, świąd, nudności i wymioty oraz wysypki skórne.

Zalecamy jednak zachować spokój. Przeleczyliśmy tysiące ludzi i z doświadczenia wiemy, że Herx w przypadku leczenia zakażeń pasożytami występuje relatywnie rzadko, nie trwa zazwyczaj dłużej niż 24- 36 godzin i jest na ogół łagodny i niegroźny, chyba, że u pacjentów istnieją jakieś inne ciężkie schorzenia.

Objawy można łagodzić ( lub zapobiegać im) poprzez obfite pojenie, przyjmowanie preparatów przeciwalergicznych, preparatów wapnia, preparatów typu hydrożel kwasu metylokrzemowego, ziemia okrzemkowa, lewatywami, hydrocolonoterapią, lekami przeczyszczającymi. Skuteczna w zapobieganiu Herxowi może być też chlorella i kolcorośl (sarsaparyla/ Smilax).

Ale uwaga!, część ww preparatów może wiązać nie tylko toksyny, ale także leki, a pozostałe preparaty i procedury poprzez przyśpieszenie perystaltyki, przyśpieszają nie tylko wydalanie toksyn, ale także leków z organizmu, co może wpływać znacząco na skuteczność terapii. Wyważenie proporcji i opracowanie strategii jest dość trudne i baaardzo indywidualne.

Z doświadczenia wiemy, że wystąpienie reakcji Jarischa-Herxheimera-Łukasiewicza u pacjentów leczonych w kierunku zakażenia pasożytami, częstokroć prowadzi do błędnego rozpoznania, przez lekarzy nie zaznajomionych z tematem, objawów ubocznych stosowanego leku lub alergii na lek, a przecież jest to po prostu klasyczny efekt uboczny leczenia, nie samego leku.

Temat jest z cyklu kontrowersyjnych i nasz punkt widzenia z pewnością nie jest zgodny z punktem widzenia ortodoksyjnych hurra entuzjastów ziołolecznictwa. Tym bardziej prosimy serdecznie o komentarze.

Reklamy

Jedna myśl nt. „O ryzyku związanym z leczeniem zakażeń pasożytami ziołami i Herxie przy wybijaniu robali.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s