Warszawska gleba pełna jest jaj glist psich i kocich. Wnosimy je do domów „z kupami”na butach, rolkach, kółkach wózków, hulajnog i rowerów lub na dziecięcych zabawkach…

 

pies

Jaja znajdują się właściwie wszędzie- na placach zabaw, w piaskownicach lub przydomowym skwerku. Potrafią czekać w ziemi na swojego żywiciela nawet 10 lat. Jeśli trafią do naszego organizmu, mogą dostać się do oka, trzewi, a nawet mózgu i wywołać jedną z groźniejszych chorób pasożytniczych- toksokarozę.

Najbardziej narażone są dzieci. To one najczęściej bawią się na ziemi i spędzają czas w piaskownicy. Do zakażenia tą chorobą przyczynia się również brak nawyku mycia rąk. Często ie pilnują tego nawet sami rodzice.

Kolejne wyniki analizy warszawskiej gleby pod kątem obecności jaj toxocary (glisty psiej lub kociej) i włosogłówki psiej, pobieranych z warszawskich skwerków, parków, a także osiedlowych alejek dają tradycyjnie przerażające rezultaty.

W próbkach ze wszystkich dzielnic znaleziono pasożyty groźne dla zdrowia człowieka. Najgorzej było na Woli, gdzie odkryto je w ponad 50% próbek gleby. Na Ochocie było to 25%. Bemowo i Żoliborz miały „tylko” po 20%. Znajdowano jaja larw zarówno glisty psiej, jak i włosogłówki. To pasożyty, które cechuje bardzo duża żywotność. W środowisku naturalnym jaja wraz z larwami glist mogą przeżyć wiele lat. Tyle samo niestety w organizmie zarażonego człowieka.

Czy wiecie, że w grupie ludzi najbardziej narażonych na obecność groźnych dla zdrowia odzwierzęcych nicieni tj. wśród myśliwych- właścicieli psów, hodowców psów i pracowników schronisk, podobno nawet 20% osób jest zarażonych glistą psią.

Nasz znajomy lekarz weterynarii, pracownik naukowy Zakładu Parazytologii Państwowego Zakładu Higieny/ Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego- Dr Dawid Jańczak– idzie nawet dalej- uważa, że do 20% mieszkańców Warszawy może być zarażonych glistą psią. Wydaje się to mało prawdopodobne…ale skoro ekspert tak twierdzi…

Szkopuł w tym, że w Polsce w ogóle nie robi się rutynowych badań na obecność toksokarozy. Inwazję pasożyta diagnozuje się dopiero, gdy pojawiają się objawy kliniczne. Bywa, że jest to zbyt późno aby uratować np. wzrok.

Prawda jest taka, że Warszawa nie jest w żaden sposób przygotowana na obecność takiej liczby psów, jaka tu mieszka. Na podstawie danych z powiatowego inspektoratu weterynarii wiemy, że w Warszawie jest „zameldowanych oficjalnie” ok. 150 000 psów. A ile przebywa w stolicy „bez meldunku”?

Pamiętajcie, że jednorazowo dawka preparatu na odrobaczenie może nie zabijać jaj pasożytów. Nie zabija też wszystkich pasożytów jelitowych, takich jak choćby giardia lamblia.

Najprostszą i skuteczną metodą ochrony ludzi i zwierząt przed pasożytami jest sprzątanie po swoim pupilu, mycie łap i pyska po powrocie do domu, walka ze zjadaniem i tarzaniem się w odchodach innych psów przez naszego pupila, regularne odrobaczanie ( 4 razy w roku) oraz regularne badania kału naszych czworonogów w kierunku pasożytów, których standardowe „odrobaczania” zwykle nie obejmują. Nie ma lepszych sposobów.

W stolicy mamy około 300 psich stacji oraz wiele specjalnych koszy na odchody, w których powinniśmy znaleźć też psie torebki. Większość z nich znajduje się przy skwerach i zieleńcach, a pozostałe w parkach. Ale to kropla w morzu potrzeb. Do tego nie wszyscy właściciele psów z nich korzystają. Jak to wygląda w praktyce, widzimy na co dzień, na warszawskich ulicach.

Tym niemniej dzięki różnym akcjom edukacyjnym jest trochę lepiej niż kiedyś. Kilkanaście lat temu, podczas podobnych badań niektóre próbki zawierały ponad 70% pasożytów. Co nie zmienia faktu, że wciąż narażeni jesteśmy na niebezpieczeństwo.

„Koronne argumenty”, nie przykładających się zbytnio do odrobaczania swoich pupili właścicieli psów, że „jakoś mi ani moim dzieciom nic się nie dzieje” jakoś na mnie nie działały i nie działają. Za długo siedzę w tym temacie. Toksokara potrafi przebywać w organizmie człowieka wiele lat. I tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakuje i kiedy Wy lub Wasze dziecko obudzicie się pewnego dnia niedowidząc „przez larwę w oku”.

Reklamy

2 myśli nt. „Warszawska gleba pełna jest jaj glist psich i kocich. Wnosimy je do domów „z kupami”na butach, rolkach, kółkach wózków, hulajnog i rowerów lub na dziecięcych zabawkach…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s