Dlaczego w czasie leczenia zakażeń pasożytami jelitowymi może dojść do okresowego nasilenia różnych objawów chorobowych?

jack

 

Czy wiecie dlaczego w czasie leczenia zakażeń pasożytami jelitowymi może dojść nie tylko do okresowego, przejściowego nasilenia takich objawów zakażenia pasożytami jak zmiany skórne, nietolerancje pokarmowe, czy zaburzenia motoryki przewodu pokarmowego, ale także do nasilenia objawów ze strony układu nerwowego np. tików nerwowych, labilności emocjonalnej, moczenia nocnego, drgawek, napadów padaczkowych lub regresu u dzieci ze spektrum autyzmu?
Dlaczego o tym ponownie piszemy? Ano dlatego, że bardzo wielu pacjentów nadal o to pyta, zwłaszcza po lekturze wszelakich forów oraz informacji zawartych w ulotkach części „chemicznych” leków przeciwpasożytniczych.
Niektórzy piszą, że reakcje ze strony układu nerwowego są spowodowane bezpośrednim wpływem tych leków na ten układ.
Inni, że wpływem leków na larwy pasożytów znajdujące się w mózgu i w konsekwencji wpływem toksyn wyrzucanych przez „trute” larwy .
Jak faktycznie jest?
Wiele lat temu analizując kolejne ulotki, sprawdziłem mechanizm działania „chemicznych” leków przeciw pasożytom i zgodnie z moimi oczekiwaniami potwierdziło się, że zarówno leki, które praktycznie się nie wchłaniają i nie przekraczają bariery krew- mózg, jak i leki wchłaniające się lepiej (to ciągle tylko kilka %), ale nie przekraczające bariery krew-mózg, nie powinny doprowadzać do tego typu reakcji….

Przypominam, że na dzień dzisiejszy nie mamy „chemicznych” leków przeciw pasożytom przekraczających barierę krew-mózg i działających na pasożyty w obrębie mózgu w tzw. warunkach fizjologicznych.

Nie mamy zatem możliwości eradykacji ( czytaj wybicia) pasożytów w obrębie mózgu.
Dodatkowo chciałbym, abyście, zanim wdrożycie w życie pomysł trucia pasożytów za pomocą ogólnie dostępnych ziół, olejków, „nafty oczyszczonej” etc. przeczytali dokładnie dalsze informacje.

To prawda, że substancjami naturalnymi można zgładzić pasożyty. Szkopuł w tym, że dostępne na rynku preparaty posiadają skład bezpieczny dla człowieka, zatem nie w pełni skuteczny przeciw pasożytom.

Ewentualne, dalsze zwiększanie stężenia, skutkuje nasileniem toksyczności wobec ludzkich organów i tkanek. Producenci doskonale o tym wiedzą i dlatego produkują preparaty w stężeniach bezpiecznych dla człowieka.

Reasumując, ogólnie dostępne preparaty naturalne, zwykle ziołowe, mogą w najlepszym przypadku wyeliminować jedynie część pasożytów, ale niestety, jednocześnie, mogą też doprowadzić do sytuacji, że ich formy larwalne, w akcie desperacji- szukając ucieczki przed orzechem, naftą, tujonem „i spółką”, zawartymi w piołunie, omanie, wrotyczu etc. będą migrować poza przewód pokarmowy.

Po przekroczeniu bariery jelitowej, wnikają do naczyń krwionośnych i płyną dalej z biegiem krwi. Jeśli trafią do dużych narządów i organów typu płuca, wątroba, mięśnie- co zdarza się najczęściej- zwykle nic się nie dzieje. Ale jeśli wnikną do oka lub mózgu to sprawa przedstawia się zdecydowanie mniej ciekawie. Pisaliśmy o tym wielokroć.

W przypadku mózgu jedynie/ aż 50% pacjentów będzie miało objawy kliniczne. Ale czy chcielibyście żyć ze świadomością posiadania robaków pod „kopułką”, nawet jeśli bylibyście bezobjawowi?

W przypadku oka odsetek pacjentów objawowych z powodów oczywistych będzie znacznie wyższy.

Jeśli objawy są nasilone- to wtedy, niestety wszystko jest w rękach neurochirurgów lub okulistów. Tyle, że wymienieni specjaliści, niezbyt chętnie chcą sięgać po nóż w takich sytuacjach, ponieważ ryzyko powikłań po tego typu zabiegach bywa wysokie i jest ściśle związane z lokalizacją pasożytów.

W ulotkach „chemicznych” leków przeciw pasożytom, część producentów precyzuje, że podanie preparatu może sprzyjać wystąpieniu drgawek a nawet napadu padaczkowego, zwłaszcza u dzieci z niskim progiem drgawkowym lub u dzieci z padaczką.

O ile o fakcie istnienia padaczki pacjenci zwykle wiedzą, o tyle o tym, czy ktoś ma niski, czy wysoki próg drgawkowy, dowiadujemy się zwykle po fakcie, zwykle po wystąpieniu drgawek gorączkowych lub pierwszego ataku padaczki.

We współczesnej parazytologii klinicznej uważa się, że istnieją 3 potencjalne przyczyny wystąpienia takiego stanu, które nie tylko wzajemnie nie wykluczają się, ale wręcz dopełniają.

1/ Toksyny, swoiste dla obumierającego gatunku pasożyta np. glisty ludzkiej, zwane przez niektórych romantyków 😉 „robalowymi jadami trupimi” przenikają przez barierę krew- mózg, wpływają na neuroreceptory oraz obniżają próg drgawkowy i mogą dawać nasilenie tików, nerwowość, zachowania agresywne, patologiczną zazdrość, regres u dzieci ze spektrum autyzmu i drgawki do ataku padaczkowego włącznie.
Podobnie na mózg człowieka działa tujon, który jest ważnym składnikiem wielu roślin wchodzących w skład klasycznych, ziołowych preparatów przeciwpasożytniczych. Tujon paraliżuje układ nerwowy pasożytów, a u ludzi, zwłaszcza w kombinacji z toksynami wydzielanymi przez rozjuszone lub obumierające pasożyty, może działać jak neurotoksyna.

2/ W ciałach pasożytów, zwłaszcza glisty ludzkiej, znajdują się szczególnie wysokie stężenia rtęci, glinu (aluminium), kadmu, kobaltu, ołowiu, fluoru, pestycydów, herbicydów i innych toksyn, będących zarazem neurotoksynami. Wiedzieliście o tym?

Czyżby pasożyty były nam zatem potrzebne? Czyżby nas chroniły? Może zatem nie powinniśmy ich nazywać pasożytam? 😉

Po unicestwieniu glist, przy ich rozpadzie i rozkładaniu przez nasze enzymy trawienne, do światła jelita zostają uwolnione wszystkie ww toksyny, wchłaniają się, przekraczają barierę krew- mózg, trafiają do mózgu i mogą dawać klasyczne objawy zatrucia neurotoksynami. Zwykle objawy nie są nasilone. Ale w przypadku stosowania wyciągów roślinnych zawierających tujon reakcje mogą być bardziej nasilone, zwłaszcza u osób z zaburzeniami neuropsychiatrycznymi i neurodegeneracyjnymi.

3/ Ostatnia, trzecia hipoteza odwołuje się do teorii tzw. mikrobiomu. Pasożyty, podobnie jak my, mają swoje bogate życie wewnętrzne. Są dla części wirusów i bakterii swoistym inkubatorem i transporterem opancerzonym zarazem. Po rozbiciu i rozszczelnieniu transportera opancerzonego/ inkubatora 😉 następuje gwałtowny wyrzut drobnoustrojów z ciała pasożyta. Mechanizm ten pięknie opisał w swojej publikacji jeden z naszych kolegów parazytologów na przykładzie uwalniania wirusów z grupy Herpes (opryszczki) z glisty ludzkiej.

Poza ww z pasożytów uwalnianie są także bakterie (np.salmonella) i inne mikroby mniej istotne z klinicznego punktu widzenia.

Podejrzewamy, że za nasilenie tików i napad drgawek mogą być odpowiedzialne wirusy neurotropowe tj. te mające powinowactwo do układu nerwowego np. ww wirusy z grupy Herpes (opryszczki).

Szczególnie warto brać tę hipotezę pod uwagę, jeśli w trakcie „odrobaczania” pojawią się zmiany typowe dla opryszczki lub ospy wietrznej/ półpaśca, wiązane dotychczas przez wielu badaczy z tzw. osłabieniem układu odpornościowego pod wpływem kompleksu ww toksyn wydostających się z obumierających pasożytów.

Niektórzy naukowcy uważają wręcz, że nie da się wytępić antybiotykami borelii, bartonelli, chlamydii, mykoplazm ani „helikobaktera”, jeśli najpierw nie wytępimy pierwotniaków, robaków obłych i płaskich będących dla nich ukryciem- bunkrem- transporterem opancerzonym- inkubatorem- rezerwuarem.
Kolejny, logiczny wniosek jest taki, że wybijanie pasożytów może teoretycznie nasilić przebieg niektórych chorób lub spowodować ich nawrót w wyniku reaktywacji „dormantów”- wirusów i bakterii, zakamuflowanych w pasożytach i gwałtownego uwolnienia toksyn w tym metali ciężkich, ołowiu, rtęci, kobaltu, glinu, kadmu, fluoru etc.

Na domiar złego, nasi stali czytelnicy wiedzą też, że część pasożytów, wydzielając białka o działaniu immunosupresyjnym, hamującym autoagresję, może nas chronić przed rozwojem przynajmniej części alergii i chorób autoimmunologicznych… Zatem ich wybijanie może, nie tylko teoretycznie, zwiększać ryzyko wystąpienia lub nasilenia objawów chorób autoimmunologicznych.Zdarza się to rzadko, ale warto o tym pamiętać.

Jak widać nic nie jest takie proste, jakim się może wydawać na pierwszy rzut oka.

Kiedy zatem wybijać robale, a kiedy pozostawić je w spokoju? Oto jest pytanie…

Żeby była jasność, jesteśmy zwolennikami „odrobaczania” (w uzasadnionych przypadkach) ale nade wszystko ogromnymi orędownikami robienia tego „z głową” tj. z równoczesnym usuwaniem toksyn, wzmacnianiem odporności, regeneracją jelit itd….

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s