O wpływie faz Księżyca na szeroko rozumiane życie.

wilk.jpg

Doświadczeni medycy i ratownicy oraz położne i pielęgniarki podkreślają, że dyżury w czasie pełni Księżyca w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym (SOR), Pogotowiu Ratunkowym, na oddziałach psychiatrycznych i na porodówce są wyjątkowo ciężkie i nieprzewidywalne. Jest zwykle znacznie więcej pracy i trudne sytuacje częściej kumulują się i nawarstwiają.

Jako wieloletni pracownik warszawskich SOR-ów potwierdzam to. Słyszałem zarówno wiele opowieści na ten temat, jak i dyżurując osobiście w czasie pełni miewałem wielokroć wrażenie, że kolejny ciężki dyżur nigdy się nie skończy.

I zapewne dlatego doświadczeni ginekolodzy, położne, psychiatrzy, ratownicy medyczni i lekarze SOR-ów starają się unikać dyżurów przy pełni, odstępując je młodszym, zgodnie z zasadą- „niech się młodzi uczą” i zarazem hołdując starej, „nadrzędnej” i zarazem mitycznej zasadzie 4P… czyli… „Pełnia, padaczki, porody, pomyleńcy”…

Niektórzy „taktycy” unikają także jak ognia dyżurów przy nowiu.

Zaś „najwięksi stratedzy” nie dyżurują także na dzień przed i dzień po, kiedy wpływ Księżyca jest także znaczący.

Autosugestia? Mistycyzm? Zbiorowa psychoza? Głupota?

W sieci można znaleźć wiele mniej lub bardziej przekonujących wpisów na ten temat.

Czytając je człowiek może jednak łatwo stracić rozeznanie i co poniektórzy najchętniej sami zawyliby z rozpaczy do Księżyca niczym wilk lub zamiauczeli niczym żbik.

Przeczytacie informacje o tym, że fazy Księżyca mają wpływać nie tylko na wzrost liczby poczęć i porodów ale także na ilość samobójstw i ataków padaczkowych.

Mogą zaburzać jakość snu i prowokować sennowłóctwo (somnambulizm), czyli zjawisko chodzenia w czasie snu, znane onegdaj pod nazwą „lunatykowanie”.

Fazy księżyca mogą też nasilać zaburzenia psychiczne, indukować agresję i przemoc.

„Pogotowiarskie” statystki, przedstawiana chociażby na kongresach medycyny ratunkowej są bezlitosne. Od lat, niezbicie potwierdzają, że przy pełni i nowiu jest znacznie więcej wyjazdów pogotowia i tzw. interwencji policji, związanych z burdami, w tym przemocą domową.

Nie wierzycie statystykom? W takim razie sprawdźcie fazę księżyca, gdy następnym razem usłyszycie, że taki, czy też inny mistrz boksu lub gwiazdor rocka intensywniej niż zwykle prowadził „dialog” z żoną lub kochanką, względnie postanowił „przemeblować” pokój hotelowy. My zawsze sprawdzamy jaką akurat mamy fazę Księżyca.

Pytanie- jaki proporcjonalnie wpływ mogą mieć na umysł ww delikwentów używki a jaki „buzujące” w nich robale oraz „co by było?”, gdyby ich porządnie odrobaczyć- pozostaje otwarte i wymaga kontemplacji i weryfikacji metodami naukowymi.

Kolejny przykład- znany niemiecki trener piłkarski. Bez wątpienia wybitny fachowiec ale przez wielu zostanie (niestety) zapamiętany jako delikwent (prawdopodobnie) zarobaczony  i ofiara „zespołu obscenicznie niespokojnych rąk”. Sprawdziliśmy, prezentował swoje legendarne zachowania głównie przy pełni i nowiu.

Fazy Księżyca mają sprzyjać też innym katastrofom oraz tzw. „podobnym zjawiskom”- cokolwiek miałoby to znaczyć wg. autora źródła z którego korzystaliśmy.

Czy wiecie, że według sondażu przeprowadzonego przez Instytut Forsa aż 92% Niemców jest święcie przekonanych, że Księżyc wpływa na ich życie i zdrowie.

Czyżby zafascynowanie Księżycem przybrało u naszych zachodnich sąsiadów formę zbiorowego, samonapędzającego się mechanizmu psychologicznego? Jak myślicie?

Wiemy, że wiele zwierząt dostosowuje tryb życia do faz Księżyca. Na przykład podczas pełni nietoperze wykazują mniejszą aktywność, podczas gdy koralowce uwalniają do wody miliony komórek rozrodczych.

Pasożyty jelitowe człowieka także wykazują zwiększoną aktywność i łatwiej wykryć ich jaja w kale. Nie wierzycie? Czyżby zatem umysły rzeszy pacjentów „zarobaczonych”, odczuwających nasilanie się objawów w czasie pełni były wypełnione tą samą „mieszanką” samospełniających się oczekiwań, połączonych z patologicznym selektywnym postrzeganiem?

Zainteresowanym tematyką pasożytów przypominamy, że dzisiaj o 20.00 mają szansę uczestniczyć w webinarium: „Pasożyty. Zdrowsi pytają a dr W. Ozimek odpowiada”.: https://www.facebook.com/events/1830188490568923/

Fazy księżyca a płodność? To kolejne bardzo ciekawe zagadnienie.

Jak wiecie cykl miesięczny ma we „wzorcowej wersji” 28 dni i odpowiada cyklowi zmian Księżyca, który trwa 29,53 dni.

Ciąża zaś trwa 10 miesięcy lunearnych, a 9 solarnych, czyli kalendarzowych.

Księżyc, „patronujący” fazom cyklu miesięcznego, ma mieć bezpośredni wpływ na płodność, liczbę poczęć, czy czas porodu.

Podobnie jak w świecie zwierząt ma też decydować o momencie zbliżeń. Ruja zwierząt ma zwykle miejsce przy pełni.

Jak wiecie ludzkimi zachowaniami, w tym kobiecą płodnością kierują hormony i to one mają decydujący wpływ. A wiemy, że księżyc wpływa na produkcję hormonów i neuroprzekaźników.

Panuje pogląd, że najwięcej ludzkich porodów statystycznie zaczyna się w trakcie pełni.

Pełnia ma mieć również wpływ na czas przyjścia na świat wielu gatunków zwierząt, o czym zapewniają hodowcy i leśnicy na całym świecie.

O wpływie Księżyca na czas przyjścia na świat dziecka mówią szczególnie położne i pielęgniarki, tworząc nawet teorie na podstawie własnych doświadczeń.

Oto wersja Jeannette Kalyty- znanej nam osobiście, prawdopodobnie najsłynniejszej polskiej położnej- pochodzi z jej autobiograficznej powieści- „Położna 3550 cudów narodzin”:

„Księżyc w pełni często oznacza dla położnych pracowitą noc, wiele kobiet właśnie wtedy rodzi swoje dzieci. To on kieruje ruchem płynem w organizmie człowieka, to jego potężna siła jest w stanie poruszyć oceany w czasie przypływu i odpływu. Ze względu na swoją zmienność kojarzony jest z naturą kobiety (wiele ludów widziało w nim żonę symbolizującego męskość słońca). Jego związek z kobiecością jest odwieczny. Księżyc rodzi się z ciemności, osiąga pełnię, a potem maleje i znika. Taki sam jest rytm kobiecego ciała. Jajeczko dojrzewa, osiąga pełnię, by przeminąć. Następny cykl jest nadzieją na nowy początek. Okres szczytowej płodności u wielu kobiet wypada dzień przed pełnią księżyca lub w jej trakcie, a podczas nowiu (ciemnego księżyca) rozpoczyna się comiesięczne krwawienia.”

Wow! Bravissima Jeannette!

Pięknie ujęte, nieprawdaż?

A jakie są Wasze obserwacje nasze drogie czytelniczki? Potwierdzają spostrzeżenia Jeannette? Los comentarios mile widziane, śmiało…

I tu pojawia się dygresja, pracuje wyobraźnia, może by tak za kilkanaście/ kilkadziesiąt lat, wydać autobiografię zatytułowaną (per analogiam) np.
„20 000+ cudów odrobaczania”?

Przejdźmy do faktów naukowych. W literaturze fachowej można znaleźć liczne doniesienia dotyczące badań nad wpływem faz księżyca na liczbę urodzeń.

Jedno z ciekawszych badań przeprowadzone we Francji w latach 70-tych ubiegłego wieku. Określono czas przyjścia na świat prawie…6 milionów dzieci, które wykazało, że najniższa liczba urodzeń przypada na niedzielę, a najwyższa na wtorek.

Zaobserwowano również, że najwięcej dzieci rodzi się w nowiu i ostatniej kwadrze, najmniej w pierwszej kwadrze.

Sprawdziliśmy „u nas” i okazało się, że Pani Prezes, Dr O. i starszy syn- Jordi- urodzili się w nowiu a nasz młodszy syn Aleksander w 1-ej kwadrze ale tylko dlatego, że był intencjonalnie „przenoszony” przez mamę- Panią Prezes, ponieważ fachowcy nie wyrabiali się z remontem naszego, ówczesnego, nowego mieszkania. Gdyby się urodził „o czasie”- także miałoby to miejsce w nowiu. Nie-sa-mo-wite, nie-praw-daż?

Inne badania przeprowadzone w roku 1959 oraz 1966 roku sugerują, że najwięcej porodów przypada jednak na trzy dni około pełni (dzień przed, dzień po i w dniu pełni).

Ale jest też wiele badań, które nie potwierdziły ww związków. Na przykład w Phoenix w Arizonie naukowcy przeanalizowali dane 167 956 tys. niemowląt, 40 tys. maluchów poczętych w Niemczech i 5226 w Mozambiku, lecz nie udało im się dostrzec żadnego związku z fazami Księżyca.

No tak ale czy te marne, sumaryczne 177 182 może być porównywane z poważnymi francuskimi 6 000 000 ?…

Co poniektórzy twierdzą, że wpływ Księżyca można zniwelować poprzez czterokrotne zawycie jak wilk przez lewe ramię oraz trzykrotne zamiauczenie jak kocurek przez ramię prawe…I jak się już zapewne domyślacie- ilość, kolejność i odpowiednia modulacja głosu mają elementarne znaczenie! „Eksperci” twierdzą, że efekt tej tradycyjnej strategii ulega znacznemu wzmocnieniu, jeśli w trakcie odprawiania tego rytuału zapieje kur i/ lub zarechocze ropucha…Ktoś próbował?

A jaka jest Wasza opinia, Księżyc ma li, czy też nie ma wpływu ludzi i zwierzęta w tym „robale”?

Los comentarios mile widziane.

Reklamy

O konopiach.

konopie

Mimo, że od tysięcy lat konopie są używane w medycynie, to nadal budzą wiele emocji. Wiele osób postrzega produkty z konopi jako niebezpieczne narkotyki i odrzuca je niejako z definicji.

Nieliczni wiedzą, że poza padaczką u dzieci, konopie to także zbawienne lekarstwo w łagodzeniu objawów jaskry, bólów związanych ze stwardnieniem rozsianym, w chorobie Alzheimera, w pobudzaniu apetytu u chorych na AIDS, w leczeniu niektórych nowotworów, znoszeniu złego samopoczucia podczas chemioterapii nowotworów oraz w niektórych postaciach migreny.

W ziołolecznictwie tradycyjnym kwiaty konopi stosowano do leczenia owrzodzeń, ran i poparzeń. Nasiona w formie pasty były stosowane przeciwzapalnie, jako lek przeczyszczający i odrobaczający. Olej tłoczony z nasion używano jako odżywkę do włosów, a żywiczny wyciąg na bazie alkoholu był stosowany jako środek przeciwbólowy, redukujący poziom lęku, poprawiający apetyt, stosowany przy migrenie, bezsenności i przypadłościach neurologicznych.

W 1839 roku kolega W. B. O’Shaughnessy zastosował jako pierwszy z powodzeniem cannabis jako środek znieczulający przy bólach reumatycznych, kolce jelitowej u dzieci i bólach tężcowych.

Angielska królowa Wiktoria stosowała konopie dla złagodzenia bólów menstruacyjnych.

Na początku XX wieku znanych było co najmniej sto środków leczniczych, w których Cannabis stanowił istotny, jeśli nie jedyny składnik.

Lekarstwa na bazie konopi były i są przepisywane na kilkadziesiąt różnych schorzeń.

Niewiele osób wie, że konopie, to nie tylko marihuana (THC). Konopie to także olej z konopi, który zawiera jedynie śladową ilość THC i dużo CBD (Kannabidoil), CBD-A (Kannabidiolic Kwas), CBC (Kannabichromen) i CBG (Kannabigerol), jak również różnorodnych terpenoidów i flawonoidów.

Właśnie dzięki tym składnikom olej z konopi dzięki ma silne działania przeciwzapalne i posiada jeden z najwyższych poziomów przeciwutleniaczy w naturze.

Najnowsze badania wykazują, że CBD i CBDA przyczyniają się także do zwalczania tzw. cichego przewlekłego zapalenia, które jest źródłem większości nowotworów, chorób zwyrodnieniowych i chorób z autoagresji (autoimmunologicznych). Jakie to choroby?

Oto przykłady:

1/ stwardnienie rozsiane (SM)

2/ autoimmunologiczne zapalenie wątroby (AZW)

3/ choroba Gravesa-Basedowa

4/ choroba Hashimoto

5/ cukrzyca insulinozależna

6/ reumatoidalne zapalenie stawów (RZS)

7/ zesztywniające zapalenie stawów (ZZSK)

8/ toczeń układowy (SLE)

9/ polimialgia reumatyczna

10/ zespół Sjögrena

11/ bielactwo

12/ zapalenie wielomięśniowe

13/ zapalenia tętnicy skroniowej (olbrzymiokomórkowe zapalenie
tętnic, choroba Hortona),

Jak możecie podejrzewać, poza wymienionymi schorzeniami, nas, ze względu na tzw. profil działalności , szczególnie interesuje wpływ CBD i CBDA na przebieg neuroboreliozy, autyzmu, ADHD, PITAND, PANS, PANDAS etc. i….na nas samych. Dlaczego? Zawsze chcieliśmy sprawdzić co się stanie, gdy delikatnie zaingerujemy w nasz subtelny układ endokannabinoidowy.

Nie wiecie co to jest? To układ biorący udział w wielu fizjologicznych procesach, m.in. regulacji gospodarki energetycznej organizmu, regulacji powiązań neurohormonalnych, neuroimmunologicznych, aktywności motorycznej, nastroju, motywacji, głodu i sytości, zużytkowania energii oraz kontroli metabolizmu lipidów i węglowodanów. Działanie wywiera przez wpływ ośrodkowy na podwzgórzowe i mezolimbiczne neurony regulujące łaknienie, a także obwodowy wpływając na czynność adipocytów, hepatocytów i endokrynnej części trzustki.

Na układ endokannabinoidowy składają się receptory CB1 i CB2, agoniści egzogenni i endogenni: kannabinoidy i endokannabinoidy oraz enzymy regulujące syntezę i degradację endogennych ligandów tego układu. Endogennymi agonistami układu endokannabinoidowego są między innymi anandamid (AEA) i 2-arachidonoiloglicerol (2-AG). Receptory CB1 są rozmieszczone nie tylko w mózgu, ale także w tkance tłuszczowej, mięśniach szkieletowych, wątrobie i innych narządach, a CB2 głównie na komórkach układu immunologicznego. Niesamowite, nieprawdaż?

Chorujecie na jedną z ww chorób, znajdujecie się w grupie ryzyka lub jesteście zainteresowani profilaktyką? Mamy dla Was dobrą wiadomość. Do niedawna problem stanowiła dostępność preparatów, wolnych od rozpuszczalników, metali ciężkich, pleśni, GMO oraz pestycydów i zarazem o stężeniach CBD i CBDA wyższych, niż w zwykłym oleju konopnym. Na szczęście powstały juz takie i są dostępne na przykład w sklepie internetowym należącym do i prowadzonym przez Gras Clinical Services& Research- „do którego możecie wejść” przez http://www.centrumozimek.pl . Polecamy, ponieważ sami obsesyjnie konsumujemy i widzimy rezultaty.

Co ciekawe, z naszych obserwacji wynika, że CBD i CBDA, nie tylko nie osłabiają działania innych substancji, ale wręcz wchodzą z nimi w synergizm tzn. wzajemnie wzmacniają swoje działanie z wieloma preparatami, w tym z naltrexonem i/lub 5-HTP.

O 5-HTP.

 

housee

Z cyklu: „Pacjent grzecznie pyta- Dr O. merytorycznie i kulturalnie odpowiada”.

– Herr Doktor, co pan myśli o 5-HTP? Kilka moich koleżanek stosuje ten aminokwas na obniżony nastrój a nawet depresję. Niektóre stosują 5-HTP także z protokołem LDN i olejem z konopi z CBD i CBDA i twierdzą, że wtedy „lepiej działa”. U mężów kilku innych koleżanek w trakcie regularnego przyjmowania 5-HTP zmniejszyła się frustracja i rzadziej miewają zachowania agresywne. Podobno są teraz spolegliwi i potulni niczym baranki. Niesamowite zaś, nieprawdaż? Co pan na to?

Odpowiadam:

Prawdą jest, że u części pacjentów, u których nie uzyskujemy oczekiwanej poprawy podczas terapii protokołem LDN- warto rozważyć dodatkową suplementację oleju z konopi z CBD & CBDA & kwasami omega.

Jeśli i to nie pomaga- warto rozważyć 5- HTP, które wg. relacji pacjentów, nie tylko polepsza samopoczucie, łagodzi stres ale także reguluje perystaltykę. U części pacjentów złożone preparaty zawierające 5- HTP mogą być wg. specjalistów medycyny naturalnej, nawet alternatywą w stosunku do leków przeciwdepresyjnych z rodziny SSRI.

Jak działa 5- HTP? Jest prekursorem serotoniny. Podanie 5-HTP powoduje wzrost stężenie serotoniny w mózgu. Subiektywne odczucia po podaniu 5-HTP to: uczucie spokoju, lekkiej błogości, która jednak za kilka godzin przechodzi w delikatną senność, pożądaną szczególnie, jeśli wdrożonemu protokołowi LDN towarzyszy bezsenność.
ALE, po trzykroć ALE…

Stanowczo odradzamy spontaniczne „majstrowanie przy neuroprzekaźnikach” np. przyjmowanie 5-HTP ,,na własną rękę”!

Stosując tego typu preparaty, możecie sporo „nabroić pod kopułką” np. w przypadku 5-HTP możecie sprowokować wystąpienia zespołu maniakalnego, nawet jeśli nikt, nigdy nie stwierdzał u Was cech dwubiegunowości.

Chcielibyście, żeby 5-HTP „odpaliło Wam” „w gratisie” manię lub hipomanię?…

Mniej zorientowanych informujemy, że zaburzenia afektywne dwubiegunowe, choroba afektywna dwubiegunowa, psychoza maniakalno-depresyjna, ChAD– to grupa nawracających zaburzeń psychicznych, w przebiegu których występują zespoły depresyjne i maniakalne lub hipomaniakalne, rozdzielone (lub nie) okresami bez objawów.
Rozpoznanie zaburzenia afektywnego dwubiegunowego może być postawione wtedy, gdy u osoby wystąpią przynajmniej dwa epizody afektywne: depresji, hipomanii, manii lub mieszane, i przynajmniej jeden z tych epizodów nie był epizodem depresji. Jeśli wystąpi powtórnie epizod depresji bez wystąpienia manii, hipomanii bądź epizodu mieszanego, rozpoznaje się zaburzenie afektywne jednobiegunowe (zaburzenie depresyjne nawracające).

I w tym miejscu należy podkreślić, że absolutnie nie należy wdrażać 5- HTP u pacjentów przyjmujących leki antydepresyjne- szczególnie SSRI i MAO.

Jak się zapewne już domyślacie, stosowanie 5-HTP wymaga kontroli lekarza prowadzącego.

Przypominamy, że dostępne bez recepty preparaty zawierające wyciągi z Griffonia simplicifolia są zarejestrowane jedynie jako suplementy diety i są zwykle składową preparatów złożonych wspomagających odchudzanie.

Informujemy też, że aby dana substancja została zarejestrowana jako lecznicza, musi przejść wiele etapów badań, potwierdzających jej skuteczność oraz bezpieczeństwo stosowania.

Wyciągi z Griffonia simplicifolia na dzień dzisiejszy są zarejestrowane przez FDA i adekwatne instytucje w innych krajach, jedynie jako suplementy diety.

W najpopularniejszych bazach publikacji naukowych (Cochrane, Pub Med) nie znaleźliśmy żadnych artykułów dotyczących zastosowania Griffonia simplicifolia jako alternatywy w stosunku do klasycznej farmakoterapii, ani tym bardziej badań porównujących skuteczność wyciągów z tej rośliny i np. SSRI.

I między innymi dlatego bardzo interesują nas Wasze doświadczenia lub znane Wam przypadki stosowania 5-HTP.

Informujemy, że na tegorocznej, zakwestionowanej przez NIK liście suplementów zawierającej 38 produktów, znalazł się co prawda preparat w kapsułkach zawierający 5-HTP ale chodzi o preparat określonego producenta, w przypadku którego badania laboratoryjne zlecone przez NIK wykazały, że nie posiada cech deklarowanych przez producenta.

NIK przy okazji zwrócił także uwagę na problem oszukańczych praktyk, jakie stosują producenci i dystrybutorzy, którzy- kreując popyt- reklamują nierzadko suplementy jako równoważne produktom leczniczym.

Los comentarios tradycyjnie mile widziane.

Dlaczego w czasie leczenia zakażeń pasożytami jelitowymi może dojść do okresowego nasilenia różnych objawów chorobowych?

jack

 

Czy wiecie dlaczego w czasie leczenia zakażeń pasożytami jelitowymi może dojść nie tylko do okresowego, przejściowego nasilenia takich objawów zakażenia pasożytami jak zmiany skórne, nietolerancje pokarmowe, czy zaburzenia motoryki przewodu pokarmowego, ale także do nasilenia objawów ze strony układu nerwowego np. tików nerwowych, labilności emocjonalnej, moczenia nocnego, drgawek, napadów padaczkowych lub regresu u dzieci ze spektrum autyzmu?
Dlaczego o tym ponownie piszemy? Ano dlatego, że bardzo wielu pacjentów nadal o to pyta, zwłaszcza po lekturze wszelakich forów oraz informacji zawartych w ulotkach części „chemicznych” leków przeciwpasożytniczych.
Niektórzy piszą, że reakcje ze strony układu nerwowego są spowodowane bezpośrednim wpływem tych leków na ten układ.
Inni, że wpływem leków na larwy pasożytów znajdujące się w mózgu i w konsekwencji wpływem toksyn wyrzucanych przez „trute” larwy .
Jak faktycznie jest?
Wiele lat temu analizując kolejne ulotki, sprawdziłem mechanizm działania „chemicznych” leków przeciw pasożytom i zgodnie z moimi oczekiwaniami potwierdziło się, że zarówno leki, które praktycznie się nie wchłaniają i nie przekraczają bariery krew- mózg, jak i leki wchłaniające się lepiej (to ciągle tylko kilka %), ale nie przekraczające bariery krew-mózg, nie powinny doprowadzać do tego typu reakcji….

Przypominam, że na dzień dzisiejszy nie mamy „chemicznych” leków przeciw pasożytom przekraczających barierę krew-mózg i działających na pasożyty w obrębie mózgu w tzw. warunkach fizjologicznych.

Nie mamy zatem możliwości eradykacji ( czytaj wybicia) pasożytów w obrębie mózgu.
Dodatkowo chciałbym, abyście, zanim wdrożycie w życie pomysł trucia pasożytów za pomocą ogólnie dostępnych ziół, olejków, „nafty oczyszczonej” etc. przeczytali dokładnie dalsze informacje.

To prawda, że substancjami naturalnymi można zgładzić pasożyty. Szkopuł w tym, że dostępne na rynku preparaty posiadają skład bezpieczny dla człowieka, zatem nie w pełni skuteczny przeciw pasożytom.

Ewentualne, dalsze zwiększanie stężenia, skutkuje nasileniem toksyczności wobec ludzkich organów i tkanek. Producenci doskonale o tym wiedzą i dlatego produkują preparaty w stężeniach bezpiecznych dla człowieka.

Reasumując, ogólnie dostępne preparaty naturalne, zwykle ziołowe, mogą w najlepszym przypadku wyeliminować jedynie część pasożytów, ale niestety, jednocześnie, mogą też doprowadzić do sytuacji, że ich formy larwalne, w akcie desperacji- szukając ucieczki przed orzechem, naftą, tujonem „i spółką”, zawartymi w piołunie, omanie, wrotyczu etc. będą migrować poza przewód pokarmowy.

Po przekroczeniu bariery jelitowej, wnikają do naczyń krwionośnych i płyną dalej z biegiem krwi. Jeśli trafią do dużych narządów i organów typu płuca, wątroba, mięśnie- co zdarza się najczęściej- zwykle nic się nie dzieje. Ale jeśli wnikną do oka lub mózgu to sprawa przedstawia się zdecydowanie mniej ciekawie. Pisaliśmy o tym wielokroć.

W przypadku mózgu jedynie/ aż 50% pacjentów będzie miało objawy kliniczne. Ale czy chcielibyście żyć ze świadomością posiadania robaków pod „kopułką”, nawet jeśli bylibyście bezobjawowi?

W przypadku oka odsetek pacjentów objawowych z powodów oczywistych będzie znacznie wyższy.

Jeśli objawy są nasilone- to wtedy, niestety wszystko jest w rękach neurochirurgów lub okulistów. Tyle, że wymienieni specjaliści, niezbyt chętnie chcą sięgać po nóż w takich sytuacjach, ponieważ ryzyko powikłań po tego typu zabiegach bywa wysokie i jest ściśle związane z lokalizacją pasożytów.

W ulotkach „chemicznych” leków przeciw pasożytom, część producentów precyzuje, że podanie preparatu może sprzyjać wystąpieniu drgawek a nawet napadu padaczkowego, zwłaszcza u dzieci z niskim progiem drgawkowym lub u dzieci z padaczką.

O ile o fakcie istnienia padaczki pacjenci zwykle wiedzą, o tyle o tym, czy ktoś ma niski, czy wysoki próg drgawkowy, dowiadujemy się zwykle po fakcie, zwykle po wystąpieniu drgawek gorączkowych lub pierwszego ataku padaczki.

We współczesnej parazytologii klinicznej uważa się, że istnieją 3 potencjalne przyczyny wystąpienia takiego stanu, które nie tylko wzajemnie nie wykluczają się, ale wręcz dopełniają.

1/ Toksyny, swoiste dla obumierającego gatunku pasożyta np. glisty ludzkiej, zwane przez niektórych romantyków 😉 „robalowymi jadami trupimi” przenikają przez barierę krew- mózg, wpływają na neuroreceptory oraz obniżają próg drgawkowy i mogą dawać nasilenie tików, nerwowość, zachowania agresywne, patologiczną zazdrość, regres u dzieci ze spektrum autyzmu i drgawki do ataku padaczkowego włącznie.
Podobnie na mózg człowieka działa tujon, który jest ważnym składnikiem wielu roślin wchodzących w skład klasycznych, ziołowych preparatów przeciwpasożytniczych. Tujon paraliżuje układ nerwowy pasożytów, a u ludzi, zwłaszcza w kombinacji z toksynami wydzielanymi przez rozjuszone lub obumierające pasożyty, może działać jak neurotoksyna.

2/ W ciałach pasożytów, zwłaszcza glisty ludzkiej, znajdują się szczególnie wysokie stężenia rtęci, glinu (aluminium), kadmu, kobaltu, ołowiu, fluoru, pestycydów, herbicydów i innych toksyn, będących zarazem neurotoksynami. Wiedzieliście o tym?

Czyżby pasożyty były nam zatem potrzebne? Czyżby nas chroniły? Może zatem nie powinniśmy ich nazywać pasożytam? 😉

Po unicestwieniu glist, przy ich rozpadzie i rozkładaniu przez nasze enzymy trawienne, do światła jelita zostają uwolnione wszystkie ww toksyny, wchłaniają się, przekraczają barierę krew- mózg, trafiają do mózgu i mogą dawać klasyczne objawy zatrucia neurotoksynami. Zwykle objawy nie są nasilone. Ale w przypadku stosowania wyciągów roślinnych zawierających tujon reakcje mogą być bardziej nasilone, zwłaszcza u osób z zaburzeniami neuropsychiatrycznymi i neurodegeneracyjnymi.

3/ Ostatnia, trzecia hipoteza odwołuje się do teorii tzw. mikrobiomu. Pasożyty, podobnie jak my, mają swoje bogate życie wewnętrzne. Są dla części wirusów i bakterii swoistym inkubatorem i transporterem opancerzonym zarazem. Po rozbiciu i rozszczelnieniu transportera opancerzonego/ inkubatora 😉 następuje gwałtowny wyrzut drobnoustrojów z ciała pasożyta. Mechanizm ten pięknie opisał w swojej publikacji jeden z naszych kolegów parazytologów na przykładzie uwalniania wirusów z grupy Herpes (opryszczki) z glisty ludzkiej.

Poza ww z pasożytów uwalnianie są także bakterie (np.salmonella) i inne mikroby mniej istotne z klinicznego punktu widzenia.

Podejrzewamy, że za nasilenie tików i napad drgawek mogą być odpowiedzialne wirusy neurotropowe tj. te mające powinowactwo do układu nerwowego np. ww wirusy z grupy Herpes (opryszczki).

Szczególnie warto brać tę hipotezę pod uwagę, jeśli w trakcie „odrobaczania” pojawią się zmiany typowe dla opryszczki lub ospy wietrznej/ półpaśca, wiązane dotychczas przez wielu badaczy z tzw. osłabieniem układu odpornościowego pod wpływem kompleksu ww toksyn wydostających się z obumierających pasożytów.

Niektórzy naukowcy uważają wręcz, że nie da się wytępić antybiotykami borelii, bartonelli, chlamydii, mykoplazm ani „helikobaktera”, jeśli najpierw nie wytępimy pierwotniaków, robaków obłych i płaskich będących dla nich ukryciem- bunkrem- transporterem opancerzonym- inkubatorem- rezerwuarem.
Kolejny, logiczny wniosek jest taki, że wybijanie pasożytów może teoretycznie nasilić przebieg niektórych chorób lub spowodować ich nawrót w wyniku reaktywacji „dormantów”- wirusów i bakterii, zakamuflowanych w pasożytach i gwałtownego uwolnienia toksyn w tym metali ciężkich, ołowiu, rtęci, kobaltu, glinu, kadmu, fluoru etc.

Na domiar złego, nasi stali czytelnicy wiedzą też, że część pasożytów, wydzielając białka o działaniu immunosupresyjnym, hamującym autoagresję, może nas chronić przed rozwojem przynajmniej części alergii i chorób autoimmunologicznych… Zatem ich wybijanie może, nie tylko teoretycznie, zwiększać ryzyko wystąpienia lub nasilenia objawów chorób autoimmunologicznych.Zdarza się to rzadko, ale warto o tym pamiętać.

Jak widać nic nie jest takie proste, jakim się może wydawać na pierwszy rzut oka.

Kiedy zatem wybijać robale, a kiedy pozostawić je w spokoju? Oto jest pytanie…

Żeby była jasność, jesteśmy zwolennikami „odrobaczania” (w uzasadnionych przypadkach) ale nade wszystko ogromnymi orędownikami robienia tego „z głową” tj. z równoczesnym usuwaniem toksyn, wzmacnianiem odporności, regeneracją jelit itd….

O naltreksonie i protokole LDN.

LDN

Dzisiaj wpis z cyklu: „Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić- to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz.” (Albert Einstein)…

Terapia niskim dawkami naltreksonu- protokołem LDN jest czymś relatywnie nowym i „off label”- to znaczy nie jest powszechnie uznawana w mainstreamowym środowisku medycznym, ponieważ nie ma odpowiednich badań klinicznych.

I raczej długo nie będzie, ponieważ badań nie kwapi się „podsponsorować” żadna szanująca się 😉 firma farmaceutyczna.

Jest za to wiele obiecujących doniesień w sieci i na zjazdach.

W ciągu ostatnich kilku lat, doświadczenia coraz większej ilość pacjentów, u których zastosowano niskie dawki naltreksonu ( protokół LDN) potwierdziły jego korzystny wpływ na zmniejszanie się lub nawet wycofywanie się objawów u osób z bardzo wieloma chorobami, w tym chorobami autoimmunologicznymi.

Przypominamy, że dotychczas naukowcy rozpoznali około 80 chorób z autoagresji. Ich wspólną cechą jest to, że pojawiają się nagle, zazwyczaj jeszcze przed 30. rokiem życia.

Wciąż nie wiadomo, dlaczego wielokrotnie częściej atakują młode kobiety.

Większość schorzeń z tej grupy jest nieuleczalna lub bardzo trudna do leczenia.

Wśród naukowców nie ma pełnej zgodności, które z chorób należy bezwzględnie zaliczać do grona autoimmunologicznych. Przyjęto jednak, że są to schorzenia, u podstaw których leży nadmierna aktywność układu odpornościowego. Zalicza się do nich np. choroby reumatyczne.

Po zastosowaniu protokołu LDN- w większości przypadków- pacjenci obserwują złagodzenie objawów i często dodatkowo zahamowanie postępu choroby- przy postaciach przewlekłych postępujących lub nawrotów- przy postaciach powracająco- remisyjnych.

W Polsce protokół LDN jest prawie nieznany, osobiście zapoznałem się z nim w czasie konferencji w USA w roku 2014.

W tej chwili mamy pod naszą opieką kilkuset pacjentów- głównie z chorobą Hashimoto, autyzmem, neuroboreliozą, PANDAS, PANS, PITAND, stwardnieniem rozsianym (SM), chorobą Alzheimera, chorobą Parkinsona, depresją, chorobą Leśniowskiego-Crohna, wrzodziejącym zapaleniem jelita i chorobami reumatycznymi.

W USA naltrexon poleca od dawna prekursor leczenia protokołem LDN- niejaki Dr. Bihari, neurolog z Nowego Jorku. Legenda mówi, że zalecił on takie leczenie chorej na stwardnienie rozsiane (SM) przyjaciółce swojej córki (3 do 4,5 mg dziennie), która przez kolejnych 17 lat pozostawała bez rzutu choroby. Odstawienie leczenia na miesiąc spowodowała rzut choroby…

Informacja o korzystnym działaniu leku rozeszła się szybko i doprowadziła do tego, że w ciągu lat cała rzesza amerykańskich pacjentów ze stwardnieniem rozsianym (SM) wypróbowało LDN i wielu z nich osiągnęło zadziwiające efekty, głównie poprawę w zakresie spastyki, zaburzeń funkcji pęcherza moczowego, objawów zmęczenia, zaburzeń czucia etc..

Jednakże jak wspomniałem wyżej dotychczas nie zostały przeprowadzone i opublikowane w tzw. liczących się czasopismach, żadne tzw. poważne badania naukowe. Mamy nadzieję to zmienić 😀 .

Czymże jest zatem mityczny naltrekson i protokół LDN (low dose naltrexone) czyli protokół leczenia niskimi dawkami naltreksonu?

Naltrexon (w Polsce sprzedawany jako „Adepend”)- to substancja blokująca receptory opiatowe, która ma zastosowanie przy uzależnieniu od opiatów (heroiny, morfiny) i od alkoholu, jako środek tłumiący „ciąg” ku wymienionym.

Wbrew powszechnie panującej opinii naltrekson nie należy do grupy środków psychotropowych i może być przepisany przez lekarza dowolnej specjalności.

Substancja ta została zsyntetyzowana w 1963 roku a od 1984 jest stosowana w USA w leczeniu odwykowym (opiaty, alkohol) w dawkach 50-100 mg/dobę.

W Polsce jest stosowana głównie w leczeniu alkoholizmu w dawce 50mg/ dobę, acz nie jest to lek popularny, ze względu na relatywnie wysoką cenę.

W protokole LDN stosuje się jednak dawki znacznie mniejsze, zwykle od 1 do 4,5 mg na dobę, co znacznie obniża koszt leczenia.

Średni roczny koszt leczenia przy stosowaniu najwyższej stosowanej w protokole LDN dawki dobowej czyli 4,5 mg to koło 310 zł co daje dzienny koszt leczenia równy 84 groszom polskim….

Ponieważ naltrekson działa ok. 24 godzin, wystarczy przyjmować go raz na dobę.

W przypadku stosowania tak niewielkich dawek naltrekson praktycznie nie powoduje żadnych skutków ubocznych, nie prowadzi (wbrew miejskim legendom) do stanów euforycznych, ani nie uzależnia.

W pojedynczych przypadkach obserwowaliśmy pobudzenie, spowodowane prawdopodobnie przez „odbudowę” normalnego poziomu endorfin. Ten „wzrost energii” występujący na początku terapii u części pacjentów, może powodować spłycenie snu (rzadziej bezsenność), które w większości przypadków przemija samoistnie lub po zmniejszeniu dawki. Z czasem można stopniowo ponownie zwiększyć dawki.

Szczególnie często spłycenie snu występuje przy współistniejącym niskim poziomie manganu i może być…jedynym objawem jego niedoboru.

Dlatego zbadanie poziomu manganu i ewentualna suplementacja przed wdrożeniem i w trakcie leczenia protokołem LDN jest zalecana przez część badaczy.

Czasami, celem zapobieżeniu spłyceniu snu, wystarczy przyjmować naltrekson nieco wcześniej, nie tak jak się powszechnie zaleca- przed snem- ale koło 18.00 i/lub z kolacją lub nawet z obiadem.

Niektórzy badacze wiążą duże nadzieje z potencjalnym zastosowaniem protokołu LDN w padaczce, ponieważ zwiększona produkcja endorfin podwyższa tzw. próg drgawkowy, zmniejszając tym samym ryzyko napadu.

Warto pamiętać, że nawet nisko dawkowany naltrexon może u części pacjentów w trakcie terapii odwykowej wywołać objawy odstawienia. Zdarza się to relatywnie rzadko (częściej przy opiatach, znacznie rzadziej przy alkoholu), ale najlepiej, gdyby pacjent przed wdrożeniem protokołu LDN był od 14 dni+ wolny od opiatów i alkoholu.

Poprawa po wprowadzeniu protokołu LDN może nastąpić szybko, ale zwykle występuje dopiero po kilku tygodniach a czasami nawet kilku miesiącach leczenia.

Co ciekawe, tak naprawdę nie wiemy jak działa naltrekson w małych dawkach u pacjentów z autoagresją. Wiemy jedynie, że oddziałuje u nich na układ immunologiczny. Jednakże nie ma zgodności co do tego, w jakich sytuacjach działa immunosupresyjnie (hamuje układ odpornościowy) co może być potencjalnie niekorzystne np. przy ostrej objawowej neuroboreliozie (lub jej nawrocie) i innych aktywnych neuroinfekcjach, a w jakich immunostymulująco (aktywuje układ odporności), co mogłoby być potencjalnie niekorzystne przy części chorób autoimmunologicznych np. w rzucie stwardnienia rozsianego (SM).

Prowadzone przez nas badania mają charakter pilotażowy. Mamy nadzieję potwierdzić korzystne działanie protokołu LDN w przypadku leczonych przez nas pacjentów. Wstępne obserwacje są bardzo obiecujące. Wierzymy też, że wyniki badań pozwolą nam opublikować w prasie fachowej artykuły na temat protokołu LDN w różnych jednostkach chorobowych oraz doprowadzić do podjęcia dalszych, szerzej zakrojonych badań.

Mawiają, że każde działanie ma swój skutek….I że zła karma szybko wraca…

 

Merc

Dzisiaj pojechałem do pracy wyjątkowo samochodem. Zwykle chadzam pieszo lub jeżdżę na rowerze. Dlaczego zatem samochodem? Otóż Kolega, który wyjechał na kilka miesięcy do RPA zostawił mi na przechowanie swój ukochany 38 letni klasyczny Mercedes-Benz C107- 450 SL. Takie pojazdy trzeba regularnie, co jakiś czas, niczym pieska wyprowadzać. A że dzisiaj pogoda piękna, uznałem, ze to jeden z tych właściwych dni.

Ponieważ na parkingu przed naszym centrum medycznym nie było wolnego miejsca spokojnie czekałem grzecznie aż coś się zwolni. Do otwarcia gabinetu miałem jakieś 20 minut. Szcześliwie jeden z uczestników konsolacji (stypy) odbywającej się w sąsiadującej z naszym centrum medycznym restauracji „Kresowiak” zakończył właśnie biesiadę i opuszczał tak pożądane przez mnie miejsce parkingowe.

Nagle pojawił się kolejny „pretendent” do zaparkowania na zwalniającym się miejscu. Gdy delikatnie, aby zwrócić jego uwagę nacisnąłem na pedał gazu i dyskretnie „zamruczalem” 8 cylindrami a następnie kulturalnie gestykulując poinformowałem go, że czekam na to miejsce, pokazał mi tzw. faka i następnie wykorzystując swoją uprzywilejowaną „pozycję startową”, zaparkował, omal nie taranując samochodu zwalniającego miejsce.

Nie pozostało mi nic innego jak czekać dalej. Czekałem spokojnie, obserwując jak dumny ojciec rodziny ,,wypakowuje” swoje latorośla, rzucając mi raz po raz buńczuczne spojrzenia a następnie jak cała, pokrzepiona wspólnym sukcesem radosna rodzinka ( wszak nic tak nie łączy rodziny jak wspólny „wróg” i nic tak nie podbudowuje klanowego morale jak pokonanie go),  ostentacyjnie śmiejąc się z frajera (czyli za mnie), dziarskim krokiem maszeruje do…. Centrum Dr Ozimek.

Jak co roku od lat w okresie przesilenia pogodowego zaczyna się…Dr O. ! Niech pan ratuje! Niech pan coś zrobi, żeby ONO nie chorowało!

ono.jpg

ONO często chorują i niby nikogo to nie dziwi, ale wielu rodziców wręcz od pierwszych dni życia ONO chce obsesyjnie wzmacniać ich odporność. Niestety tak się nie da…

Kiedy ONO przychodzi na świat ich układ odporności jest jeszcze niedojrzały– będzie się „kształcił” i „kształtował” przez najbliższe lata. W tym czasie ONO przejdzie średnio ok. 6– 12 infekcji w roku, podobnie jak początkujący pediatrzy 😉 .

Immunolodzy twierdzą wręcz, że zanim ONO dorośnie „powinno” zachorować ok. 50 razy. Większość rodziców nie akceptuje jednak tej prostej prawdy, że chorowanie pomaga w nabywaniu odporności.

Wiadomo, że ONO chorują najczęściej jesienią i wiosną. Katowane suchym i przegrzanym powietrzem i zmęczone nadmiarem zajęć, zafundowanym im często przez ambitnych rodziców, brakiem światła i ruchu stają się dla mikrobów łatwym celem.

U ONO każda z pozoru błaha infekcja wirusowa może być, chociaż nie musi, i zwykle nie jest, początkiem nadkażenia bakteryjnego i cięższej choroby. Zatem teoretycznie żadnej infekcji nie należy lekceważyć, ale też nie ma powodu, by przy każdej wpadać w panikę.

Gdy pojawi się np. katarek należy podjąć środki zaradcze, najlepiej takie, które nie przeszkodzą ONO w nabywaniu odporności. Na początek 6 x OB-, czyli:

1/ OB-serwacja

2/ OB-fite pojenie

3/ OB-niżamy wysoką temperaturę

4/ OB-sesyjnie dbamy o drożność nosa, odpowiednią wilgotność powietrza i temperaturę w pomieszczeniu, w którym przebywa ONO (zwłaszcza sypialni)

5/ OB-mywamy czyli dokonujemy codziennie OB-lucji całego ciała + włosów (prysznic). OB-lucja jest przeciwskazana tylko u OB-łożnie chorych pacjentów 😉

6/ OB-żarstwu, jedzeniu „śmieci”(podawanych „z litości”) i niejedzeniu mówimy nie! Wprowadzamy odpowiednią dietę.

Jakieś propozycje kolejnych OB- ? 😉

Częstym grzechem leczenia klasycznych przeziębień u ONO pozostają nadal antybiotyki. Z jednej strony rodzice nie chcą podawać ONO antybiotyków z obawy przed ubocznymi skutkami ich działania, a z drugiej wywierają presję na lekarzy, „żeby ONO szybciej wyzdrowiało”/ „żebym nie musiał/ musiała brać zwolnienia”. To oczywisty błąd. Większość chorób wieku dziecięcego wywołują wirusy, na które antybiotyki po prostu nie działają. Po każdej takiej nie trafionej kuracji ONO stają się podatniejsze na inne zakażenia i mogą rozwijać grzybicę przewodu pokarmowego, która osłabia je jeszcze bardziej.

Bardzo wiele ONO przez pierwsze lata życia pozostaje pod opieką jednego z rodziców lub dziadków i zwykle mało choruje. Problemy zaczynają się, gdy pociechy idą do przedszkola lub szkoły. Tutaj brutalnie zetkną się nie tylko z przeziębieniami, ale i z poważniejszymi chorobami. Większość zakaźnych chorób przebytych w dzieciństwie uzbraja ONO w ochronne przeciwciała na całe życie.

Każdy rodzic powinien pamiętać, że budowaniu odporności u ONO sprzyja aktywność fizyczna, która hartuje organizm, ubiór stosowny do pogody, zdrowa i urozmaicona dieta oraz sen. ONO potrzebują także…dużo miłości, akceptacji i poczucia bezpieczeństwa.

Jak wspomnieliśmy „na wejściu” jesień i wiosna to prawdziwy sprawdzian wytrzymałości zdrowotnej ONO oraz…psychicznej ich rodziców, dziadków i często także…pracodawców.

Część rodziców dba na wyrost o to, by częste infekcje jego ONO „nie wyczerpały możliwości obronnych jego organizmu” i stosują maniakalnie litrami wszelakie specyfiki wzmacniające zgodnie ze starosłowiańską zasadą „lepiej zapobiegać niż leczyć”.

Na rynku jest multum produktów mniej lub bardziej reklamowanych specyfików wspomagających odporność ONO (i jego rodziców) w okresie przesilenia pór roku i nie tylko. Wiele z nich nie tylko stymuluje odporność, ale poprawia apetyt, zwiększa zapał do nauki i zabawy itd.

Ważne, żeby stosować preparaty, które pomagają spokojnie „dorastać” mechanizmom dziecięcej odporności, nie wyręczając ich w trudnej sztuce obrony.

Spontaniczna, samowolna, dzika, agresywna immunostymulacja nie ma sensu.

Przed podjęciem decyzji o wdrożeniu takiego czy innego preparatu immunostymulującego sugerujemy zasięgnąć opinii lekarza, który dobrze zna ONO i jego kondycję zdrowotną. To co jest dobre dla latorośli sąsiadki czy koleżanki nie musi być optymalnym rozwiązaniem dla Waszego ONO.